Można było się spodziewać, że za trzecią edycją zasad Flames of War nadejdzie też nowy zestaw startowy. I oczywiście pojawił się. Pod tradycyjną nazwą Open Fire! kryje się jednak całkiem nowa jakość. W środku znajdziemy sporo ciekawych rzeczy i to w całkiem nowym dla firmy Battlefront stylu.
Powiedzmy sobie szczerze, modele w poprzednich edycjach bywały lepsze lub gorsze, ale ze względu na materiał (żywica), były ciężkie, drogie i często dość delikatne. Sam pamiętam problemy z zestawami startowymi, w których modele uległy uszkodzeniu w transporcie. Tym razem jednak raczej nam to nie grozi. Zgodnie z popularnym od pewnego czasu trendem Battlefront „poszedł w plastik”. W tym wypadku jest to chyba całkiem rozsądny kierunek. Już od pewnego czasu gracze zastępowali modele oryginalne tańszymi, plastikowymi odpowiednikami. Najwyraźniej producent chce zahamować ten trend. Prezentując nowy zestaw, Battlefront zapowiada że to pierwsze z wielu plastikowych „wspaniałości”.

W nowym Open Fire! jest co podziwiać. Niemal 130 plastikowych modeli, a wśród nich czołgi Sherman V i działa samobieżne Stug III G, armaty, bazooki i moździerze, amerykańscy spadochroniarze i niemieccy grenadierzy. Do tego tereny, łącznie z wyrzutnią latających bomb V1 wraz z pociskiem. W pudle są też wszelkie potrzebne do gry drobiazgi, takie jak kostki czy markery, pełny podręcznik do 3 edycji Flames of War i mała książeczka z wprowadzeniem do gry.

Nowe pojazdy trzymają poziom żywicznych poprzedników, ale są zdecydowanie poręczniejsze i posiadają kilka dodatkowych opcji. Zwyczajnie dla wypełnienia ramki wtryskowej warto zawsze dodać jakieś drobiazgi. W tym wypadku: opcjonalną wersję otwartego włazu i brytyjskiego czołgistę.

Jeśli chodzi o piechotę to wydaje się nie odbiegać jakością odlewu i liczbą detali od metalowych przodków. Okrągłe, mniejsze podstawki wpasowują się w odpowiednie miejsca na podstawkach większych, „standaryzując” liczbę i rozmieszczenie modeli, ale całość wygląda na przemyślaną.

Jeśli chodzi o porównanie sił, to Niemcy mają przewagę w broni przeciwpancernej i liczebności piechoty. Dwa działa PAK40, trzy samobieżne Stug III G i ponad 70 żołnierzy to spore siły na początek. Zwłaszcza, że ich celem jest obrona wyrzutni V1. Grenadierzy wyglądają dobrze i myślę, że będą się przyjemnie malować.

Po stronie Aliantów sytuacja jest nieco bardziej złożona, zwłaszcza że nie stanowią oni jednolitej siły. 8 brytyjskich Shermanów, wśród nich 2 w wersji Firefly, stanowi wsparcie dla amerykańskich spadochroniarzy. Na dodatek, w piechocie Niemcy mają ponad dwukrotną przewagę. Wadą tego zestawu dla graczy chcących zacząć Aliantami jest moim zdaniem pomieszanie jednostek brytyjskich i amerykańskich. W odróżnieniu od Niemców, nie stanowią oni dobrej podstawy dla przyszłej kolekcji. Mimo to Open Fire! jest z pewnością interesującym pomysłem na początek przygody z 3 edycją Flames of War.
Całość trafi do sprzedaży 20 października tego roku.
Źródło: Battlefront
