Porytkon 2011

Porytkon 2^2 – Nie czekając na koniec świata

Sama nazwa konwentu nie zachęcała mnie do przyjazdu. Zmiana terminu z kwietnia na koniec listopada także nie była zbyt korzystna. A jednak stało się tak, że pojawiłem się w Sosnowcu w (prawie) słoneczny i (zdecydowanie niezbyt) ciepły, piątkowy poranek i pozostałem do (wyjątkowo) słonecznego i (zaskakująco) ciepłego, niedzielnego popołudnia.

Porytkon dwa-do-kwadratu był czwartą edycją imprezy, ale odbył się dwa lata po poprzedniej. Konwent jest reklamowany jako ogólnofantastyczny, ale zdecydowanie dominują go atrakcje związane z japońską popkulturą, czyli mangą i anime. Nietrudno było zobaczyć uczestniczki (uczestników rzadziej, ale bynajmniej nie wcale!) przebrane w dziewczęce mundurki z japońskich seriali animowanych, ale przekrój strojów był całkiem pokaźny: od żółwi ninja, przez pokemony po cthulhu.

Galeria

[nggallery id=5]
Program nie powalał ani ilością proponowanych atrakcji, ani ich tematami. Można go podzielić na część japońską, fantastyczną oraz blok postapokaliptyczny. Trudno mi ocenić część japońską, ale w części fantastycznej poza spotkaniami z Andrzejem Pilipiukiem nie znalazłem nic ciekawego. Interesująco prezentowała się jedynie sala miłośników Fallouta, Neuroshimy oraz wszelakiego złomu, ale głównie z powodu wystroju, a nie mnogości atrakcji. Poza tym na Porytkonie była sala konsolowa, gdzie dostępne były najpopularniejsze i najnowsze gry, sala Retrogralni, gdzie dostępne były gry jeszcze popularniejsze, ale o wiele starsze oraz Games Room, gdzie pionki trzeba było przesuwać samemu. Zaopatrzenie tego ostatniego było dobre, bez trudu dostępne były najważniejsze tytuły. Miejsca również raczej nie brakowało i to pomimo przeznaczenia na potrzeby graczy stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Odbył się również turniej Magic: the Gathering, którego główną nagrodą był wyjazd na międzynarodowe zawody do Honolulu i który ściągnął do Sosnowca uczestników z Węgier, Czech, Słowacji, a nawet Skandynawii i Irlandii.

Uczestników przybyło około tysiąca, konwent utrzymał rangę ogólnopolskiego, a większość osób była zadowolona z imprezy. Wpadki były, zarówno poważne jak i drobne, nie wszystkie wynikały z błędów organizatorów, ale części można było uniknąć. Umiejscowienie imprezy w trzech budynkach nie było może najwygodniejsze, ale fakt, że program znajdował się w jednej szkole, a noclegi w nieco oddalonych dwóch pozostałych nieco ograniczał uciążliwości.

Nic nie zachęciło mnie specjalnie do kolejnego przyjazdu do Sosnowca, ale jednocześnie nie było nic, co mogłoby mnie zniechęcić. Ot, kolejna przeciętna impreza, Sosnowiec nie uratował wszechświata.

Autor

Aleksander „Mag" Gruszczyński

Erpegowiec, konwentowicz, organizator, gżdacz. Członek Stowarzyszenia Miłośników Fantastyki "Avangarda", brał udział w organizacji kilku edycji Avangardy, zjAvy i jednego Kapitularza, pomysłodawca Objazdowych Dni Fantastyki, współpracownik działu konwentowego serwisu Poltergeist. W gry fabularne grywa tak długo, że nie pamięta od kiedy.