W dniach 10-13 listopada odbyła się już 12. edycja Ogólnopolskiego Festiwalu Fantastyki Falkon, jednego z najstarszych i największych zlotów tego typu w Polsce. W ciągu czterech dni w Lublinie bawiło się ponad 2000 uczestników.
Część przyjechała, aby spotkać się z jednym z wielu pisarzy, którzy odwiedzili imprezę, niektórzy przybyli, żeby pograć w gry planszowe – zarówno te najnowsze jak i te klasyczne – oraz gry fabularne, w końcu niemałą część stanowili fani japońskiej popkultury. I wszyscy byli w stanie znaleźć coś interesującego dla siebie. Organizatorzy zapewnili dwie sale z prelekcjami, oraz dwa konkursy związane z grami fabularnymi, bogato zaopatrzony games room oraz kilku wystawców z własnymi grami dla fanów planszówek, 8 sal z komputerami i konsolami dla preferujących rozrywkę wirtualną, wreszcie sprowadzili z Kanady Petera Wattsa, który był główną gwiazdą imprezy dla miłośników literatury. A dla wszystkich, którzy wieczorem chcieli oderwać się od swoich zajęć zorganizowano koncerty. Program był dobry, chociaż może nie tak bogaty jak na niektórych imprezach tego typu – chociażby warszawskiej Avangardzie, czy poznańskim Pyrkonie.
Warunki w głównym budynku konwentu mogłyby być nieco lepsze, w niektórych miejscach tworzyły się zatory, ponieważ korytarze Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości1 i Administracji w Lublinie nie należą do szczególnie szerokich, a dodatkowo były zwężone przez stoiska wystawców. Mimo to należy przyznać, że organizacyjnie Falkon był przygotowany na wysokim poziomie, obsługa była pomocna, chociaż nie zawsze widoczna, organizatorzy dbali o dobre samopoczucie uczestników.
Najważniejszy był jednak fakt, że było czuć atmosferę fantastycznej imprezy. Po korytarzach kręcili się ludzie przebrani za elfy, potwory czy noszący na głowie kocie uszy. Tematem przewodnim tegorocznej edycji Falkonu byli bogowie od starożytnego Egiptu przez mitologię nordycką i celtycką, wierzenia rdzennych ludów Afryki czy Ameryki, aż po fantastyczny świat Warhammera. Trzeba przyznać, że była to jedna z niewielu imprez, która całą swoją akcję promocyjną podporządkowała tematowi przewodniemu i na której ten motyw był dość wyraźnie widoczny, chociaż bardziej na materiałach niż w strojach uczestników czy w programie, ale jest to problemem na większości konwentów.
Ja na Falkonie bawiłem się dobrze, chociaż tak naprawdę widziałem tylko połowę imprezy. Z rozmów z innymi uczestnikami mogę jednak stwierdzić, że w drugim budynku zabawa była co najmniej równie dobra, a imprezy w konwentowym barze trwały długo w noc. Za to sama impreza w nocy zasypiała, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia na konwencie, ale najwyraźniej fandom podąża nieuchronnie w stronę zachodnich standardów. Nie żałuję wyjazdu do Lublina, najprawdopodobniej będę chciał wrócić za rok, zapewne tak jak wielu innych uczestników.
