Wargaming dla opornych

publicystyka

GW, czyli Gra w Warhammera

Kontynuujemy cykl o grach figurkowych opisem firmy Games Workshop oraz jej najważniejszych produktów.

Mocarz z Nottingham

Fakty są nieubłagane. Jeśli drogi czytelniku masz już jakieś doświadczenie z grami figurkowymi, to na 99% zetknąłeś się z produktem firmy Games Workshop (GW). Nic w tym dziwnego. W naszym małym światku to odpowiednik Microsoftu – na którego większość narzeka, ale i tak kupuje produkty z Nottingham. W końcu są świetnie znane, ładne i ostro promowane. I w sumie nic w tym dziwnego, bowiem firma sprzedaje nam figurki niemal 30 lat. W tym czasie solidnie się rozrosła i zdobyła dominujące miejsce na większości rynków… oraz wielu zaciętych krytyków. Taki już los tych największych. Ogromne środki, lata doświadczeń i tłumy fanów pomagają stworzyć coś naprawdę dobrego.

Siedziba GW w Nottingham - Fot. http://www.flickr.com/photos/cyberslayer/
Siedziba GW w Nottingham – Fot. cyberslayer1

Trzon oferty GW stanowią dziś dwie gry, czy raczej dwie linie gier spod znaku Warhammera, oplecione siecią produktów dodatkowych. Nie tylko gier figurkowych, gier fabularnych, książek, komiksów i planszówek, ale też (choć może nie powinienem tu o tym wspominać) gier komputerowych, łącznie z grami MMO.

Ludzi całkiem nieobeznanych z tematem, a zwłaszcza dzieciaki, przyciąga natomiast gra Lord Of The Rings2, oparta na filmowej trylogii pod tym samym tytułem. Od czasów Gwiezdnych Wojen wiadomo przecież, że nic tak nie sprzedaje produktu jak dobry film, zwłaszcza tak efektowny i popularny jak najnowsza ekranizacja Tolkiena.

Warhammer Fantasy Battle

Warhammer Fantasy Battle - Fot. GW
Warhammer Fantasy Battle – Fot. GW

Najbardziej popularną grą z tej stajni jest ósma już edycja mrocznej gry Warhammer Fantasy Battle (WFB). Premiera tego systemu bitewnego miała miejsce w 1983 roku. Do sukcesu figurkowego Warhammera w Polsce przyczyniło się w 1994 roku gry Warhammer Roleplaying Game, która, jak łatwo się domyślić, była osadzona w tym samym świecie. Jeśli choć otarliście się o gry fabularne, to nie muszę wam tematu wyjaśniać. Sam zaczynałem od rozgrywania figurkami GW małych starć na potrzeby sesji fabularnych.

Mroczny klimat Warhammera był miłą odmianą po dość cukierkowej koegzystencji ras w bardziej „tolkienowskich” światach. Ludzie, Elfy, Krasnoludy itp. walczą tu z hordami wojowników i demonów Chaosu, Orkami i innymi siłami zła. To wszystko podano w koktajlu renesansowo-gotycko-magicznym, doprawione zalążkiem technologii i bronią palną – pomysłem w fantasy dość rewolucyjnym. Świat tak pełen konfliktów idealnie nadaje się do gry bitewnej. Z łatwością pozwala wyjaśnić nawet „bratobójcze” bitwy, przedstawicieli tej samej rasy czy państwa. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. I właśnie dlatego Warhammer jest w stanie przyciągnąć tak wielu graczy. Ale nie wszystkich na długo.

Warhammer 40000

Warhammer 40 000 - Fot. GW
Warhammer 40 000 – Fot. GW

Muszę przyznać, że moja fascynacja WFB była krótkotrwała. Szybko przesiadłem się na coś bardziej pasującego do moich gustów – pokrewny świat Warhammera 40 000 (zwanego w skrócie WH40k lub po prostu „czterdziestką”), czyli gotyckie science-fiction, czymkolwiek by nie było. Po upadku gry Warzone szukałem bitewniaka o podobnym klimacie – mrocznego science-fiction z lekko steampunkowym zacięciem. Urzekła mnie atmosfera WH40k, czerpiąca garściami ze świata Diuny, filtrująca to przez stylistykę Warhammera Fantasy. Mieszanka jest piorunująca i daje ogromną swobodę w tworzeniu. Specjalistom z GW udało się tam upchnąć nie tylko technologię i obce rasy, ale i magię. Mamy więc zarówno czołgi i pojazdy latające, jak i demony, czy potężnych magów. Znalazło się nawet miejsce dla istot tak pozornie nie pasujących do walki w kosmosie jak Elfy (zwane tu Eldarami) czy Orki.

Do zestawu ras rodem z fantasy firma GW umiejętnie włącza inne, dobrze sprzedające się pomysły, tak jak zgrabnie przetworzone ikony popkultury. Pojawili się więc np. Tyranidzi, czyli żarłoczni kosmici przypominający Aliena lub Zergów, znanych z gry Starcraft. Ostatnia nowinka to, pozornie niepasujący do „gotyckiego science-fiction”, bardzo mangowi TAU, ze swymi wielkimi robotami, nowoczesnym designem i wyglądem obcych „szaraków” z klasyki science-fiction.

Grunt to promocja

Na tym polega wielka siła obu Warhammerów – jak Borg asymilują wszystko, co jest popularne i przyciągnie masowego odbiorcę. Każdy ruch, który przełoży się na sprzedaż, jest dobry. Trudno mieć pretensje do firmy, że dba o to, aby rosły zyski. Zwłaszcza, gdy przy okazji robi wiele dla promocji wargamingu w ogóle. Świetnym pomysłem GW jest introgaming, czyli połączenie pokazu i nauki gry. Dzięki niemu klient kupuje grę pod wrażeniem rozgrywki w sklepie. Którą powinien wygrać. O ile introgaming został poprowadzony poprawnie.

Firma nie pozostawia jednak nabywcy samemu sobie. Wydaje miesięcznik White Dwarf oraz poradniki malarskie i modelarskie. GW sponsoruje też wiele imprez. Organizuje prestiżowe konkursy malarskie i duże turnieje swoich gier. Odbywają się nawet lokalne i światowe mistrzostwa. Wszystko to świetnie wpływa na rozwój społeczności graczy. Dlatego zbudowane wokół obu Warhammerów środowiska działają bardzo prężnie. Również w Polsce. Niestety wiek gier, oraz nastawienie na masowość i popularność ma też swoją cenę, która stanowi jedną z największych wad tych systemów. Ale o tym moi drodzy, dopiero w następnym odcinku.

  1. http://www.flickr.com/photos/cyberslayer/ []
  2. GW traktuje po macoszemu Lord Of The Rings i gry takie jak Mordheim, Necromunda, Bloodbowl czy Battlefleet Gothic. Te ostatnie są skierowane raczej dla doświadczonych odbiorców i mimo wielu zalet nie są specjalnie promowane przez GW. Dzieje się tak, ponieważ będąc na pograniczu strategii i RPG, są nastawione na małą liczbę modeli, a więc nie generują zbyt wielkich dochodów dla firmy. Ot, i cała tajemnica ich pozycji w ofercie. Ale na krytykę jeszcze przyjdzie czas. []

Autor

Juliusz „Bors" Sabak

Nałogowy modelarz i miłośnik gier bitewnych, fabularnych tudzież planszowych. Wielbiciel techniki, historii i fantastyki. Czytający nałogowo, nie tylko SF, i równie nałogowo piszący publicysta w portalu Mojeopinie.pl, dziennikarz lotniczy miesięcznika „Pilot Club Magazine” i redaktor działu gier figurkowych serwisu grybezprądu.pl.