Ninjato: zadumany wojownik cienia

recenzje

Ninjato: zadumany wojownik cienia

Jeśli wierzyć filmom, ninja to odziany w czerń, cichy jak cień i zabójczy niczym grzechotnik wojownik, który nie zna strachu. Jeśli wierzyć grze Ninjato, ninja to lekko zadumany mistrz optymalizacji z żyłką hazardzisty.

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy zaraz po otwarciu pudełka jest wykonanie gry. Klimatyczna plansza, przedstawiająca pięć klanowych domów osnutych całunem nocy i przepięknie ilustrowane, solidne karty postaci i pogłosek od samego początku robią naprawdę dobre wrażenie. Poza nimi, w pudle z Ninjato znajdziemy również stos żetonów, płócienny woreczek i dobrze napisaną instrukcję z niespodzianką.

Cóż to za niespodzianka? Otóż, na końcu kolorowej broszurki znajdziemy opis okresu historycznego, w którym rozgrywa się Ninjato. Przywykłem już, że w przypadku gier wojennych z instrukcji można dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy o epoce, wojnie czy bitwie, której dotyczą. Zamieszczenie takiego (w sumie) drobiazgu w eurogrze to jednak zaskakująco miła, drobna nowość.
[nggallery id=12]

Starcie w cieniu

Nie dałoby się o Ninjato napisać zbyt wiele dobrego, gdyby jej jedynym atutem (i jedyną innowacją) była jedynie nieoczekiwanie wykorzystana strona w instrukcji. Na szczęście, mamy w niej do czynienia z jeszcze jednym, przyjemnie nowatorskim elementem.

Podstawowy mechanizm Ninjato to dość dobrze znany co bardziej obeznanym graczom worker placement. Gracze naprzemiennie posyłają po jednym swoim robotniku (przepraszam – wojowniku) do jednej z dostępnych w grze lokacji, by pozyskać sojusznika, podszkolić się w walce, podsłuchać coś ciekawego w pałacu lub zaatakować jeden z domów klanowych.
Wszystko powyższe działa dość standardowo – wybieramy pole akcji, wpłacamy do banku stosowne zasoby i zabieramy kartę sojusznika, pogłoski czy stylu walki. Zupełnie inaczej sprawa ma się jednak z nocnym atakiem na dom. Tutaj twórcy stworzyli prostą, choć emocjonującą mini grę, w czasie której próbujący grabieży gracz stara się przechytrzyć (lub wyeliminować) kolejnych strażników tak, by z domostwa ujść z jak najcenniejszą zdobyczą.

Podstawowym „środkiem płatniczym” w Ninjato są właśnie wspomniane wyżej zdobycze, a dokładniej – skarby przechowywane w domach klanowych. Na odpowiednich polach, po wydaniu odpowiedniej kombinacji tychże zasobów, gracz otrzymuje nie tylko karty, ale i potrzebne by wygrać punkty honoru.

Cieniste drogi

Ninjato to gra, która działa bardzo gładko i szybko, a przy okazji umożliwia kilka sposobów na osiągnięcie zwycięstwa. I tak, gracz może nastawić się na zdobywanie punktów dzięki wpływom w domach klanowych. Służą nam do tego sojusznicy (czyli karty, które zdobywamy w zamian za zasoby). Dodatkowym czynnikiem jest tutaj przynależność każdego z domów na planszy, na którą wpływ mają rabujący je gracze. Jeśli kiedykolwiek uda się okraść dom całkowicie, można zmienić jego przynależność.

Innym sposobem ugrania sporej ilości punktów jest sprawne kolekcjonowanie pogłosek, które z kolei potrafią ściśle korelować z posiadanymi przez gracza stylami walki czy z jego zbiorem pokonanych strażników z domów klanowych. Można też do zdobywania honoru podejść jeszcze prościej – starając się wydawać na karty te skarby, które przynoszą najwięcej punktów honoru.

Cień i ostrze

Drogi do zwycięstwa można, a wręcz należy ze sobą splatać, choć o doborze proporcji stanowią: sytuacja na planszy i preferencje gracza. Każda rozgrywka dowodzi przy tym, że Ninjato działa bardzo sprawnie i gładko, nie dłuży się, a kolejne partie różnią się od siebie na tyle, by chciało się grać po raz kolejny.

Na minus (bo żadna gra doskonałą nie jest) można przy tym zaliczyć dokładnie to, co czyni z Ninjato sprawnie działający tytuł. Mimo klimatycznego wykonania, sercem gry jest europejski mechanizm i każdy, kto oczekuje gry bardziej krwawej i konfliktowej może poczuć się zawiedziony. Jeśli jednak nad zakupem zastanawia się ktoś, komu ten aspekt akurat szczególnie nie wadzi, to mogę Ninjato od razu polecić. I to bez cienia wątpliwości.

Autor

Błażej Kubacki

Miłośnik lit­er­atury, his­torii, fan­tastyki, gier fab­u­larnych i – oczy­wiś­cie – plan­szowych oraz kar­cianych. Autor blogu Plan­szuf­fka i redak­tor naczelny ser­wisu grybezprądu.pl.