Skyline

recenzje

Kościany horyzont

Recenzja gry Skyline

Skyline to niewielka gra kościana, z początku dostępna tylko dla tych, którzy na odpowiednio wysokim poziomie wsparli cegiełkowaną na Kickstarterze grę Ground Floor (naszą recenzję w dziale Planszuffka znajdziesz tutaj).  Z początku panowie z Tasty Minstrel Games nie planowali wydawać jej oddzielnie – okazało się jednak, że Skyline dość szybko zaskarbił sobie dość przychylności fanów, by jednak trafić na rynek jako pełnoprawna produkcja.

Dziękujemy sklepowi Luzodajnia za udostępnienie gry do recenzji. Sklep Luzodajnia należy do wydawnictwa LocWorks, wydawcy serwisu grybezprądu.pl.

Tematyka Skyline wiąże się z popularnym ostatnio w grach planszowych „motywem miejskim” – czyli budową miast, dzielnic lub budynków czy tworzeniem prosperujących we spółczesnym, zurbanizowanym krajobrazie firm. Tym razem jednak, w odróżnieniu od takich tytułów jak wspomniany wcześniej Ground Floor czy Urban Sprawl Chada Jensena, mamy do czynienia z grą dość lekką, co nie znaczy, że trywialną.

Skyline w Cannes
Kości i plansza do Skyline na stoisku LocWorks w Cannes. Relacja z festiwalu już wkrótce!

Wieże z kości… do gry

Niewielkie, ale solidne i całkiem poręczne pudełko Skyline, po otwarciu okazuje się być satysfakcjonująca wypakowanym sześćdziesięcioma specjalnymi kostkami i sporym stosem żetonów, przedstawiających budynki różnej wielkości. Poza powyższym dobrem, w pudełku siedzi jeszcze maleńka plansza, samotna, drewniana kosteczka i krótka instrukcja.

Do wykonania Skyline trudno się przyczepić. Kości, najważniejsza część gry, choć nie za duże są przyjemnie ciężkie, a pojawiające się na nich schematy budynków wyryto i wymalowano, więc nie grozi im szybkie zużycie. O pastelowych żetonach budynków można powiedzieć tyle, że z wdziękiem spełniają swoją funkcję – podobnie jak o instrukcji: krótkiej, czytelnej i dobrze zorganizowanej. Całość razem tworzy naprawdę przyjemne wrażenie, przyciąga wzrok i zachęca do „turlania”.

Stukot toczących się… pięter

Dobre wykonanie to jednak nie wszystko – nawet w przypadku gry tak uroczej z wyglądu jak Skyline chodzi o coś z goła innego. Napędzający malucha od Tasty Minstrel Games mechanizm na szczęście nie zawodzi. A jak konkretnie działa?

W grze chodzi o wznoszenie budynków. Każdy z graczy dokonuje tego rzucając kośćmi, które wybiera z puli ogólnej (zawsze wtedy sięga po dokładnie trzy kostki) albo z „opuszczonej dzielnicy” (w tym przypadku zabiera wszystkie, które się tam znajdują) – miejsca, do którego w trakcie gry trafiają kości, których gracze nie mogli wykorzystać w swojej turze.

Skyline 02

Same kości dzielą się na dokładnie trzy typy: fundamenty, piętra i dachy, a budynki, które możemy z nich tworzyć na trzy kolory: fioletowy, niebieski i pomarańczowy. Każdy z budynków ma określoną minimalną oraz maksymalną liczbę pięter, a ilekroć w toku tury zostanie ukończony, na miejsce kości trafia żeton ze stosowną liczbą punktów zwycięstwa. Co ciekawe, w toku trwającej maksimum dziewięć rund rozgrywki, każdy z graczy może przerzucać kości niemal bez ograniczeń. Musi jednak liczyć się z tym, że ilekroć nie będzie w stanie żadnej z nich przypasować do posiadanego już budynku, przyjdzie mu albo coś zburzyć, albo oddać jedną z kości do opuszczonej dzielnicy – czyli na pastwę innych graczy.

Masz dziś szczęście?
Martian Dice Skyline należy do popularnego pośród gier kościanych gatunku „push your luck”. W wolnym tłumaczeniu oznacza on: „próbowanie szczęścia”, a w mechanice gry polega na podejmowaniu decyzji: czy ugraliśmy dość na daną turę, czy może rzucimy kośćmi raz jeszcze, mając nadzieję na większy zysk, ale i ryzykując straty.
Dungeon RollPośród klasycznych gier kościanych za idealny przykład „push your luck” służy Yatzee, znana w Polsce po prostu jako Gra w kości. Przykładami nowocześniejszych tytułów z tej kategorii są – między innymi – Martian Dice czy Dungeon Roll, który niedawno ruszył na Kickstarterze.

Wszystko gra… w kości

Rozgrywka w Skyline toczy się szybko i choć z początku gra wydaje się bardzo lekka i – jak na tytuł operujący tak wielka liczbą kości – dość losowa, to jednak kolejne rozgrywki odsłaniają bogactwo interesujących decyzji, które przychodzi nam podejmować z tury na turę. Jedną z nich jest decydowanie o tym, kiedy warto spasować, a kiedy grać dalej, ryzykując konieczność utrudnienia sobie drogi do zwycięstwa lub wspomożenia naszych przeciwników.

Nie będę oszukiwał, Skyline nie jest wielką grą strategiczną, jednak – jak na swe drobne rozmiary – potrafi przyjemnie zaskoczyć jakością zabawy. Poza tym, doświadczony gracz szybko nauczy się efektywnie zarządzać losowością i nawet jeśli owa losowość utrudni mu mocno życie, to rozgrywka jest na tyle krótka, że o rewanż nie będzie trudno.

Skyline o2

Czy architekci śnią o kościanych wieżowcach?

Nie wiem, ale jestem pewien, że miłośnikowi nieco lżejszych, acz niegłupich gier kościanych z pewnością powinien zamarzyć się Skyline. Jak wspomniałem powyżej, nie jest to ciężka gra strategiczna na wiele godzin, jednak w swojej raczej lekkiej klasie sprawdza się wprost fantastycznie.

Dlatego właśnie, każdemu, kto lubi gry interesujące i wartkie oraz każdemu, kogo sześćdziesiąt ślicznych kostek ucieszy już na wejściu Skyline polecam jak najserdeczniej. Sam zagrałem weń grubo ponad trzydzieści razy i wciąż mam ochotę na kolejne partie…

Autor

Błażej Kubacki

Miłośnik lit­er­atury, his­torii, fan­tastyki, gier fab­u­larnych i – oczy­wiś­cie – plan­szowych oraz kar­cianych. Autor blogu Plan­szuf­fka i redak­tor naczelny ser­wisu grybezprądu.pl.