Warhammer World

Dzień w Świecie Wojennego Młota

Fotorelacja z wizyty w Warhammer World

Kto czytał naszą relację z UK Games Expo, ten zapewne podejrzewa, że poza targami redakcja serwisu zboczyła na chwilę z trasy, by odwiedzić Nottingham, gdzie mieści się siedziba Games Workshop, a wraz z nią ogromna sala do grania, muzeum, sklep i pub, znane zbiorczo pod nazwą Warhammer World. Oto, co zobaczyliśmy na miejscu.Warhammer WorldTo zdjęcie pojawiło się już w wspominanym wyżej wpisie – faktycznie, na środku parkingu, po drodze do Świata Warhammera stoi sobie jakby nigdy nic ten oto pojazd. Jedyne, co nas nieco zdziwiło to… wielkości włazów. Żaden z nas nie jest genetycznie ulepszonym superczłowiekiem, więc zmieścilibyśmy się do nich bez większego problemu. Nie mamy jednak pojęcia jak poradziłby sobie z takim zadaniem wielki jak góra członek Adeptus Astartes. Może te wielkie naramienniki mają jakiś cwany system do szybkiego zdejmowania i zakładania?

No, ale odłóżmy suche żarty na bok. Po przejściu przez ozdobiony pancernym złomem parking, trafiliśmy wpierw do wielkiej sali, przypominającej dziedziniec zamku. Jak okiem sięgnąć były w niej tylko… stoły. Stoły ozdobione zieloną trawką, szarym kamieniem lub brązowawym piaskiem, a także – przede wszystkim – setkami najróżniejszych budowli, ruin, skałek i wzgórz.

Ogromna sala dla graczy znajduje się na parterze i jest połączona z miejscowym sklepem (oferującym – oczywiście – asortyment Games Workshop). Zarówno na terenie ogromnej gralni, jak i w sklepie rozmieszczono również liczne gablotki, w których można podziwiać malarskie dokonania fanów Warhammera. Przyznajemy: jest na co popatrzeć.

To jednak ledwie początek – dużo więcej malarskich cudów ujrzeć można piętro wyżej. Choć na pierwszy rzut oka znajdujące się tam muzeum wydaje się niewielkie, to jednak szybko okazuje się, że można w nim utonąć na długo. Jak się okazuje, poziom umiejętności tych, których prace zdobią gabloty na jednych działa motywująco, a innych ostatecznie przekonuje, że nie powinni już nigdy dotykać pędzelków ni farbek. Dlatego ostrzegamy: oglądacie na własną odpowiedzialność.

Pełni wrażeń, na koniec tej niezbyt długiej, ale intensywnej wycieczki, postanowiliśmy zatrzymać się w sąsiadującym z muzeum lokalu, zwanym swojsko Bugman’s Pub. Krasnoludzka pijalnia piwa (i jadalnia… hamburgerów oraz ryby z frytkami) również cieszy oczy fana Warhammera.

Nie taki smok straszny? – czyli komentarz RedNacza

Warhammer World odwiedziliśmy, bo uznaliśmy go za miejsce niemalże symboliczne dla figurkowego (a wcześniej i rpg-owego) hobby. Od samego początku zdziwiło nas jak przyjemna panuje tam atmosfera, jak wiele pracy włożono w to, by każdy przybysz czuł się na miejscu dobrze i by każdy miłośnik gier Games Workshop znalazł tam coś dla siebie. Dodatkowym zaskoczeniem był dla nas brak jakichkolwiek opłat za wstęp. GW nie cieszy się najlepsza opinią pośród graczy – można wręcz stwierdzić, że konsekwentnie działa na szkodę i ku niechęci swych najwierniejszych fanów. To obecnie smutny fakt. Podejrzewam jednak, że nawet, gdy nikt w szerokim świecie już nie będzie chciał kupować plastikowych ludzików okrutnego tytana świata gier figurkowych, to w samym Nottingham – również dzięki uśmiechniętym i pomocnym pracownikom warhammerowego świata – ludzie nadal będą kupować figurki i grać w Warhammera. Szkoda, że tej brytyjski gigant woli budować swą sławę na wysyłanych przez dział prawny listach – a nie na tym, co powoduje, że do Warhammer World po prostu chce się wrócić.
Błażej Kubacki


Warhammer World

Autor

Redakcja