publicystyka

publicystyka

Kij na nerda

Dialogi o fandomie
Poniższa refleksja jest inspirowana wpisem You can look (but you better not touch) – o fantastach, kobietach i bezpieczeństwie na konwentach na blogu Między kotem a komputerem – fantastyka i źródła inspiracji. Opinie wyrażone poniżej są osobistymi opiniami autora. Relacje redakcji serwisu są dostępne tutaj.

Droga Agnieszko,

Z zainteresowaniem przeczytałem twoją notkę You can look (but you better not touch) – o fantastach, kobietach i bezpieczeństwie na konwentach

Tak jak w przypadku mojego listu do Adama, chcę nawiązać do paru kwestii, które poruszyłaś.

Wierzę, że pisząc Twoją poprzednią notkę Kostki zostały wrzucone (do wanny) nie miałaś za cel bagatelizowanie sprawy bezpieczeństwa kobiet na konwentach.

Obawiam się jednak, że Twój ostatni wpis tylko dolał oliwy do ognia. Pozwól, że przedstawię w punktach elementy, które wydają mi się kontrowersyjne.

(1) Chcesz zaprotestować przeciwko wrażeniu, które mógłby odnieść ktoś z zewnątrz, że seksizm (do molestowania kobiet włącznie) jest w fandomie zjawiskiem powszechnym i tolerowanym.
Nie sądzę, aby którykolwiek z krytyków filmiku ze striptizem i kąpielą twierdził, że seksizm i molestowanie są bardziej powszechne i tolerowane w fandomie niż w tzw. mainstreamie.

Natomiast obawiam się, że to właśnie Klub Druga Era i firma Q-workshop przyczynili się bezpośrednio, przez wypuszczenie filmiku i brak moderacji dyskusji, która rozgorzała na ich profilach na Facebooku i w komentarzach pod filmem na YouTube, do spotęgowania wrażenia, że seksizm i molestowanie są szczególnie tolerowane właśnie na festiwalach i konwentach.

Rozumiem, że nie chciałabyś, żeby w świat poszedł przekaz, że polski fandom to gniazdo męskich szowinistów, a obmacywanie na konwentach jest na porządku dziennym.

Problemem jest to, że przekaz już poszedł i jego źródłem są organizatorzy i jeden z głównych sponsorów Pyrkonu, a nie osoby, które zaprotestowały przeciwko temu przekazowi lub blogerzy, którzy opublikowali swoje opinie na ten temat.

Zaskoczyłaś mnie też, martwiąc się o postrzeganie fandomu z powodu erotycznych czy pornograficznych elementów w literaturze fantastycznej. W porównaniu z filmikiem, który wykorzystuje cały arsenał klisz rodem z soft porno (striptiz, zalotne spojrzenia, zmysłowa muzyka, głaskanie w okolicach krocza), „chędożenie” Sapkowskiego czy graficzne opisy stosunków seksualnych są moim zdaniem znikomym problemem.

Masz rację: kij na nas, czyli na nerdów, geeków, ludzi ubierających się na czarno, w skrócie odmieńców, znajdzie się zawsze. Nie pojmuję jednak, jak Klub Druga Era i Q-workshop mogli wręczyć mediom i decydentom tak potężny drąg.

(2). Piszesz, że warto podjąć kroki, żeby było widać, że organizatorom zależy na bezpieczeństwie uczestniczek. Trudno się nie zgodzić. Wpisy w regulaminie, szkolenie ochrony, akcja społeczna, to wszystko jest jak najbardziej pożądane.

Tylko niestety to nie wystarczy, kiedy za pomocą tzw. „szczucia cycem” promuje się festiwal i produkt jednego z głównych sponsorów, kiedy moderatorzy fanpage’a Pyrkonu nie reagują na bardzo mocne obelgi pod adresem krytyków filmu i kiedy koordynatorzy Pyrkonu piszą o wartości artystycznej filmu, przepraszają (tylko) tych którzy poczuli się urażeni i kiedy wreszcie filmik nadal jest dostępny na oficjalnym kanale festiwalu Pyrkon.

Przekaz moim zdaniem jest jasny: jesteśmy przeciwni seksizmowi i molestowaniu, ale filmik, określony jako seksistowski przez dziesiątki osób, nie jest seksistowski.

Tak samo zostały potraktowane przez Ciebie i służby porządkowych odzywka „Opaska albo cycki” lub kartki z napisem „Pokaż cycki”. Ty piszesz o „kolorycie lokalnym”, inni piszą o niewinnych żartach, na których nie znają się przewrażliwione osoby.

Produkując seksistowskie filmy i plakaty, banalizując lub ignorując zjawiska seksistowskie oraz narzucając własną definicję zachowań seksistowskich i molestowania werbalnego i fizycznego, tylko zwiększamy poczucie bezkarności tych pośród nas, którzy nie widzą nic złego w odzywkach i gestach naruszających godność innych osób. Zwiększamy także poczucie bezsilności u ofiar, które wiedzą, że organizatorzy troszczą się bardziej o zły PR wynikający z wpisów w regulaminie odnoszące się bezpośrednio do molestowania niż o stworzenie klimatu aktywnie wrogiego seksizmowi i molestowaniu.

Nie będę komentował Twojego apelu do przemocy (kopanie „w nabiał”) i przestrogi, że „skąpy czy ultraskąpy ubiór zwiększa ryzyko”. Pozwól, że zacytuję komentarz Weroniki z grupy Bezpieczny Konwent na FB:

Póki co, jeśli ewentualne napatoczenie się chama będzie traumatyzującym doświadczeniem, jeśli nie potrafisz dać chamowi po twarzy/kopnąć go w nabiał/krzyczeć/drapać i gryźć/zawołać ochrony i opowiedzieć, co się stało, jeśli jesteś drobna i wiesz, że w razie czego się nie obronisz, to miej świadomość, że skąpy czy ultraskąpy ubiór zwiększa ryzyko.

Serio? To ja z całą pewnością już nigdy na żaden konwent nie pojadę, najwyraźniej nie jest tam bezpiecznie, skoro to ja mam mieć świadomość zagrożenia (a nie gość, który łamie prawo!), skoro muszę wcześniej oceniać wysokość ryzyka, uzależnioną od głębokości dekoltu… Miejsca, w których, żeby założyć krótką spódnicę, muszę wiedzieć, „że się w razie czego obronię” omijam szerokim łukiem.

(Źródło)

(3) Na koniec parę słów nt. „Możesz patrzeć, ale nie dotykaj”? Hasło jest szalenie niefortunne: kojarzy mi się z zasadą obowiązującą w klubach go-go. Czy na pewno chcemy sugerować, że kobiety na konwentach są do oglądania? Dziwię się bardzo, że nie przywołałaś haseł „Cosplay is not consent” lub bardziej ogólne „Don’t harrass me, bro”.

Pozdrawiam,

Piotr Burzykowski

Autor

Piotr Burzykowski

Tłumacz, wydawca, przedsiębiorca. Szczęśliwy mąż Moniki, ojciec Franka i Ignasia. Zagoniony założyciel wydawnictwa LocWorks, sklepu Luzodajnia.pl i współzałożyciel/sekretarz redakcji serwisu grybezprądu.pl.