Walka z systemem - header

publicystyka

Walka z systemem

Środowisko graczy i ludzi o grach piszących to ogródek niewielki i hermetyczny jak habitat na stacji kosmicznej. Jak każde małe środowisko, daje się on czasem dogłębnie poruszyć drobnym, mało znaczącym epizodem. Taki właśnie mały epizod, w postaci dość kontrowersyjnie napisanego teksu, skłonił mnie do stworzenia niniejszego krótkiego wywodu.

Płomienne niczym stosy inkwizycji

Chodzi o pewien wpis dotyczący rozczarowania figurkowym systemem Infinity, o którym pisaliśmy niedawno (tutajtutaj). Przypadek ten jest na tyle barwny, a jednocześnie na swój sposób typowy, że skłonił mnie do nieco szerszej refleksji. Zacznijmy od stylu samego tekstu. Napisano go tonem autorytatywnym i lekko lekceważącym. Uważam, że tak kategoryczne oceny pasują do dyskusji światopoglądowych, czy ewentualnie politycznych, ale nie do rozmów o hobby. Tym niemniej, zacząłem zastanawiać się nad źródłem tak silnych emocji w dyskusjach o małych żołnierzykach przesuwanych po stole. Sprawy z założenia mające być odskocznią od problemów dnia powszedniego nie powinny wzbudzać aż takich emocji. Skąd więc powszechne w Internecie wojny między zwolennikami różnych systemów bitewnych? Myślę, że ta sytuacja jest objawem dwóch odrębnych problemów.

Pierwszym jest demonstrowany przez niektórych hobbystów brak dystansu do tego, co robią i mówią. Każdą próbę polemiki, zarówno przy grze jak i w publicznej, również internetowej domenie, traktują jak bezpośredni, personalny atak. Swoje sądy wygłaszają zwykle kategorycznie i autorytarnie, jakby sformułowanie „moim zdaniem”, nie przechodziło im przez gardło. Wygłaszają swoje zdanie niczym światopogląd, w sposób nieznoszący sprzeciwu i dla potencjalnych interlokutorów wręcz obraźliwy. Potem zwykle następuje zdziwienie ostrą reakcją i często równie żarliwym tonem komentarzy i odpowiedzi. Trudno mi dociekać prawdziwego źródła problemu w tak szerokiej skali – tego zadania nie zamierzam się podejmować.

Gwardia Imperialna
Gwardia Imperialna - fot. Juliusz Sabak

De gustibus

Ważniejszym problemem, zwłaszcza dla początkujących graczy, jest brak świadomości, że każda gra ma jakieś wady. Warto wiedzieć, że choć część z nich to faktyczne braki czy błędy, to już reszta stanowi niejednokrotnie charakterystyczne cechy danego systemu. To co my uznamy za wadę, ktoś inny uzna za jego największą zaletę. W końcu po to powstaje takie zatrzęsienie systemów bitewnych, żeby każdy znalazł coś dla siebie. Nawiązując do tego, co napisałem wcześniej, należy uznać to prawo i nie formułować swoich ocen na poziomie – „Warhammer jest głupi, a Infinity ma idiotyczną mechanikę.” Zaczynając z tego poziomu nigdy nie uda się dyskutować merytorycznie.

Wróćmy tymczasem do wad. Wynikać mogą one zarówno z mechaniki gry, jak i z podejścia graczy – czasem zaś z obu na raz. Pamiętam okres, w którym na turniejach Warhammera dominowali gracze uważający, że właściwym sposobem gry jest zakrzykiwanie przeciwnika i wymuszanie na nim uznania swej interpretacji zasad… nawet gdy owa interpretacja była z gruntu fałszywa. Zasady były wtedy mętne, podatne na interpretacje i często nielogiczne. Jednak, dla tych graczy ważny był wynik za wszelką cenę, liczyły się tylko miejsca w rankingu. Widząc, że przegrywają, przedłużali rozgrywkę i manipulowali zasadami. Oczywiście nie wszyscy, ale tacy ludzie najmocniej zapadali w pamięć. I nałożyło mi się to na wynikające z samego systemu wady: niezrównoważone armie, jedynie słuszne, optymalne rozpiski dla każdej rasy, przedłużająca się rozgrywka, wielka liczba modeli i niespójność zasad.

Okazało się, że wolę mniejsze, bardziej dynamiczne starcia, więc zmieniłem system, ale pozostał mi sentyment do Warhammera 40K. Zwłaszcza do modeli. U części ludzi pozostał uraz, który spowodował, że określenie „jak Warhammer”, czy „jak gracz warhammerowy” uważają w zasadzie za obraźliwe. Natomiast wiele osób, z którymi grałem pozostało przy tej grze, ponieważ oni akurat lubią wielkie bitwy. Tendencja zwiększania liczby modeli im nie przeszkadza. Gusta nie podlegają dyskusji, czy też, jak ujął to jeden z moich przyjaciół: „jeden lubi lody, a drugi jak mu skarpetki śmierdzą”. Cóż, jak długo nie pcha mi swoich skarpetek pod nos, to mnie to nie przeszkadza.

Cutter
Cutter - fot. Corvus Belli

Syndrom Rambo i inne problemy

Odrębnym problemem jest odbicie się od jakiejś zasady, jednostki lub stylu gry. W cytowanym przeze mnie tekście było to wyraźnie widać. Czasem po prostu nie jesteśmy w stanie kontrolować sytuacji na stole. Zdarza się, że inni gracze stosują przeciw nam zasady, które uznajemy za nielogiczne, nie pasujące do konwencji lub zwyczajnie zaburzające grę. Albo też nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z jakąś jednostką lub stylem grania. Nie wynika to bynajmniej z naszego braku doświadczenia, czy z „głupoty”. W dyskusjach o grach irytuje mnie stwierdzenie, że jeśli ktoś sobie nie radzi to uznaje się to za synonim głupoty lub braku doświadczenia. Całkiem niesłusznie.

Jeśli nasz problem, który wiąże się z kluczowymi dla gry zasadami, to może należy poszukać innego systemu. Jeśli ktoś po kilku latach gry obrzuca błotem, na przykład pulę rozkazów, czy zasadność wykorzystywania w Infinity kości dwudziestościennej, to trudno mi zrozumieć, czemu w ogóle grał w ten system. Jest przecież tyle innych. Co innego, gdy krytykuje pewne jednostki jako zbyt potężne i destabilizujące rozgrywkę. Należy się zwykle zastanowić na ile taka krytyka jest uzasadniona. Przykładowo, sam uważam występującego w Infinity Cuttera czy Aquilla Guard za jednostki zbyt skuteczne w stosunku do ceny i ogólnie bardzo trudne do zatrzymania. Poza tym, średnio radzę sobie przeciw spadochroniarzom, ale nie uznaję tęgo za wystarczający powód do obrażania się na zasady i odżegnywania Infinity od czci i wiary.

D29
Czy to wróg? - Fot. Corvus Belli

W tym przypadku przyczyną problemu może być nasz styl gry, lub sposób tworzenia armii. Nie da się stworzyć rozpiski uniwersalnej. W Warhammerze 40K, jeśli coś dobrze zabijało Orki czy Gwardię (dużo lekko opancerzonych modeli), to słabo radziło sobie np. z Necronami (potężny pancerz i częściowa nieśmiertelność). Podobnie w Infinity, jeśli armia składa się z lekkich jednostek oraz z żołnierzy z kamuflażem, to może mieć problem np. z TAGami i ciężką piechotą, choć już inne armie będzie wycinać do nogi. W takim wypadku Cutter czy Sphinks może być problemem nie do pokonania i nie wynika to z głupoty, czy braku doświadczenia.

Sphinx
Sphinx - fot. Corvus Belli

To działa w obie strony, bowiem armia oparta na Cutterze czy w ogóle na kilku wielkich robotach i bandzie dawców rozkazów jest bardzo delikatna. Rozkład punktowy powoduje, że – postradawszy jeden model – tracimy znaczną część siły ognia. Na dodatek istnieje wiele broni, które łatwo mogą uszkodzić lub unieruchomić jedyną siłę ofensywną takiej armii. Dlatego, wbrew obiegowej opinii, „Rambocik”, czyli Robot-Rambo i masa dawców rozkazów nie sprawdza się przeciw doświadczonym graczom.

Z drugiej strony, wielu graczom zwyczajnie przeszkadza istnienie puli rozkazów, zamiast przypisania ich do każdego modelu lub oddziału. Dla nich poruszanie 2-3 modeli kosztem stojącej w tym czasie reszty to już „rambowanie”, a przecież temu właśnie służy pula wspólnych rozkazów, rdzeń zasad Infinity. Wydajemy rozkazy modelom najbardziej w tej chwili skutecznym. W następnej turze to mogą być całkiem inne modele i to całkiem naturalne. Jest to immanentna część gry, a nie jakaś jej ułomność. Podobnie jak fakt, że większość testów wykonuje się przeciwstawnie i nie wystarczy, jak w innych grach, zmieścić się w określonym zakresie. Trzeba też uzyskać lepszy wynik od przeciwnika. W tej sytuacji różnica parametrów o 1 punkt znaczy więcej niż w innych grach, a jednocześnie najgorszy poborowy ma szansę pokonać najtwardszego weterana. Jednym się to podoba, innym nie.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale warto poprzeć je czymś poza silnymi emocjami.

Aquilla Guard
Aquilla Guard - fot. Corvus Belli

Wnioski pokontrolne

Temat jak widać jest szeroki i emocjonujący, lecz ja chciałbym go zakończyć w tym miejscu. Zakończyć garścią rad dla początkujących graczy, aby nie w padli w pułapkę niedopasowanego systemu i nie zrazili się niepotrzebnie. Pragnę, by ich decyzja była przemyślana i oszczędzili zbędnej frustracji sobie i innym. A wiec, krótko, w punktach i konkretnie:

  1. Zanim wybierzesz grę, zastanów się, czego od niej oczekujesz. Czy szukasz wielkich bitew, czy małych potyczek? Czy wolisz potężnych bohaterów, czy „realistyczne” oddziały uzupełniających się specjalistów? Czy mają być wielkie roboty i czołgi czy może zwykli żołnierze piechoty? Co jest dla ciebie najważniejsze, a z czego możesz zrezygnować? Warto samodzielnie stworzyć listę kluczowych cech i zastanowić się, zanim zainwestujemy w grę poważne pieniądze.
  2. Warto rozejrzeć się w naszym otoczeniu, czy będziemy mieli gdzie i z kim grać. Nawet najfajniejsza gra nie obroni się gdy nie będzie z kim rozegrać bitwy. Warto poszukać szerszego grona graczy, bo 1-2 przeciwników szybko może się znudzić. Polecam różne portale i fora internetowe dla miłośników konkretnych systemów. Często znajdziecie tam chętnych do gry oraz kluby czy sklepy, w których się spotykają.
  3. Jeśli udało ci się znaleźć innych graczy, sklep w którym można kupić figurki i miejsce, w którym można grać, poproś o prezentację czy naukę gry. Po pierwsze, poznasz w ten sposób jak zasady sprawdzają się „w realu” a nie na papierze. Po drugie, dowiesz się sporo o samych graczach i o klimacie przy stole. Po swoim doświadczeniu z kilkoma systemami i różnymi środowiskami graczy, zapewniam że to bardzo ważne.
  4. Wypytaj graczy o najsilniejszą, najłatwiejszą armię. Jeśli wszyscy powiedzą ci to samo, to zastanów się czy taka sytuacja ci odpowiada. Nie polecam systemów, w których jedna armia jest dużo silniejsza od pozostałych. Zwłaszcza, jeśli nie jest to armia którą chcesz wybrać dla siebie.
  5. Jeśli dokonasz wyboru i okaże się błędny, to nie wylewaj swojej frustracji na system lub graczy. Nie przeklinaj, nie jęcz, nie odgrażaj się. Zachowaj klasę, sprzedaj figurki, i podręczniki, a potem zacznij znów od punktu 1. Wady, jeśli uznasz to za istotne, opisz merytorycznie i rzeczowo. Oszczędzisz nerwów sobie i innym.

Mam nadzieję że ten tekst pozwoli wam podjąć właściwą decyzję i uniknąć toksycznego zachowania, zarówno przy grze jak i poza nią…

Czego sobie i wszystkim wam życzę.

Do napisania powyższego tekstu zainspirował mnie artykuł o grze Infinity, opublikowany w serwisie The Node: Pięć powodów przez które zrezygnowałam z Infinty

Do góry.

Autor

Juliusz „Bors" Sabak

Nałogowy modelarz i miłośnik gier bitewnych, fabularnych tudzież planszowych. Wielbiciel techniki, historii i fantastyki. Czytający nałogowo, nie tylko SF, i równie nałogowo piszący publicysta w portalu Mojeopinie.pl, dziennikarz lotniczy miesięcznika „Pilot Club Magazine” i redaktor działu gier figurkowych serwisu grybezprądu.pl.