Monpoly

recenzje

Imprezki w stylu Monopoly

Recenzja gry Monopoly Junior

Niewiele jest chyba gier planszowych równie popularnych co Monopoly. Gra wydana została w bardzo wielu wersjach – mniej lub bardziej udanych – zarówno oficjalnych, jak i tworzonych nie do końca legalnie. Mamy liczne mutacji wersji podstawowej, odmiany tematyczne, takie jak Monopoly w wersji Star Wars, Manchester United czy Dr. Who. Jest więc w czym wybierać. Dziś na warsztat wziąłem najnowszą odmianę Monopoly Junior, noszącą podtytuł Moc Atrakcji.

Dziękujemy Hasbro za udostępnienie gry do recenzji.

Monopoly Junior, to wersja przeznaczona głównie dla najmłodszych graczy. Pozwala kilkuletnie dzieci wprowadzić łatwo i przyjemnie w świat gier ekonomicznych. Ułatwia to oprawa i sposób wydania gry. Wszystko, poczynając od pudełka, a na pionkach kończąc, utrzymane jest w pastelowej kolorystyce i stylistyce kinderbalu. Naczelna różnica polega jednak na tym, że nie chodzi o kupowanie i sprzedawanie nieruchomości, ale o organizowanie imprez.

Imprezy zamiast hoteli

Myślę, że dzieci łatwiej namówić na zabawę na kolejce górskiej, niż na zakup dworca kolejowego. Dlatego pola „nieruchomości” oznaczone są jako „Plaża”, „Dmuchany zamek”, czy „Dyskoteka”. Nie do końca w tym kontekście przekonuje mnie pole „Idź do więzienia!” – ale najwyraźniej dzieci powinny się uczyć przestrzegania prawa. Sama plansza jest jednak bez zarzutu – kolorowa, zabawna i ozdobiona dużym, żółtym pudłem z czerwoną kokardą. Lądują w nim pieniądze graczy. Lądują, o ile nie będą mieli szczęścia ciągnąc karty „Szansa”. Jeśli im się poszczęści, to cała pula z pudełka zasili ich budżet imprezowy. Moc atrakcjiWspomniany budżet to sprawa zasadnicza, bowiem poruszając się po planszy pieniądze wydajemy, jak to bywa na imprezach, bardzo szybko. Jeśli gracz trafi na wolne pole, to organizuje tam zabawę, płacąc wartość pola i stawiając na nim swój prezent w kolorze swojego pionka. No właśnie, nie powiedziałem jeszcze o pionkach. Są nimi cztery kolorowe ciasteczka. Każdy z graczy zaczyna swój rajd imprezowy z pionkiem, ośmioma prezentami i sumą od 14 do 18 banknotów, zależną od liczby graczy. Gra kończy się, gdy czyjś kapitał stopnieje do zera. Tak jak w dorosłym Monopoly najczęstszą przyczyną tej sytuacji  są odwiedziny na polach innych graczy, które kosztują nas zakup prezentów stosownej wartości . Nie ma wstępu za darmo. Jeśli skończyły ci się prezenty, możesz zwolnić poprzednie miejsce swojej imprezy i przełożyć pudełko na lepszą lokalizację.

Pułapka prostoty

Zasady podstawowe są, jak widać, bardzo uproszczone. Dla ułatwienia gry „karty własności” rozkłada się na polach planszy przed rozgrywką. Moc Atrakcji nadaje się dla dzieci w wieku 5-6 lat, ale już rezolutny czterolatek też powinien sobie poradzić. Dzięki oznaczaniu w widoczny sposób pól zajętych i prostocie zasad, gra jest przejrzysta nawet dla tak młodego gracza. Pięciolatek powinien poradzić sobie zatem bez najmniejszego problemu.

I tu niestety pojawią się chyba jedyna wada tej wersji Monopoly. Niestety dzieci szybko z niej „wyrastają” i już po pierwszych klasach podstawówki dziecko może uznać Moc Atrakcji za zabawę zbyt prostą. Grę można „skomplikować” wprowadzając możliwość wymiany kart własności i „Zabawy w parach”, czyli płacenia podwójnie, jeśli gracz, na którego polu stajemy, posiada obie atrakcje w tym samym kolorze. Niestety nie podnosi to poziomu trudności gry wystarczająco, aby była wyzwaniem np. dla ośmiolatka. Jako wprowadzenie w świat Monopoly  możemy Moc Atrakcji uznać za wybór całkiem rozsądny. Prostota zasad i wizualna atrakcyjność z pewnością zainteresują najmłodszych graczy.

Autor

Juliusz „Bors" Sabak

Nałogowy modelarz i miłośnik gier bitewnych, fabularnych tudzież planszowych. Wielbiciel techniki, historii i fantastyki. Czytający nałogowo, nie tylko SF, i równie nałogowo piszący publicysta w portalu Mojeopinie.pl, dziennikarz lotniczy miesięcznika „Pilot Club Magazine” i redaktor działu gier figurkowych serwisu grybezprądu.pl.