Patrząc na filmy science-fiction albo na doniesienia z dzisiejszych targów technologicznych, można wysnuć wniosek, że mamy (to znaczy macie, ludzie, nie my, Tyranidzi) tendencję do tworzenia maszyn, które będą przypominać Was w większym lub mniejszym stopniu.
Im bardziej zaawansowany robot, tym bardziej humanoidalny, a szczytem perfekcji inżynierskiej są przecież androidy. Dąży się do stworzenia sztucznej inteligencji, która będzie dorównywała ludzkiej i zamknięcia jej w formie, której nie sposób od ludzkiego ciała odróżnić. Tym wszystkim badaniom i wynalazkom przyświeca odwieczne pragnienie dorównania Bogu/bogom i chęć szczycenia się sztucznie stworzonym życiem.
Być może Chaos stwierdził, że pojedzie ludziom po ambicji, gdy sobie zrobi roboty-zwierzątka.
Punkty witalne
Poważnie, nie mam pojęcia, co im się porobiło w tych splugawionych łbach, że zbudowali coś takiego. Po co te maszyny mają wyglądać na żywe? Żeby wrogom wydawało się, że mają do czynienia ze zwierzęciem i próbowali takie coś utłuc strzałem w oko?
Powiedzmy, że Maulerfiend rzeczywiście wygląda całkiem realistycznie, jak na chaosowe standardy, ale czy rzeczywiście celem jego istnienia ma być oszukiwanie przeciwników? Wyobrażam sobie oddział, którego kapitan każe naparzać w punkty witalne tego spaczonego mutanta i ich zdziwienie, że mutant nie pada, ani nawet nie krwawi. Wyobrażam też sobie, że ten oddział jest zielony i ma iloraz inteligencji równy dakka.
Gęsia skórka
A może Chaosi stwierdzili, że są za mało przerażający? Pozazdrościli swoim demonicznym kumplom prezencji i postanowili nie tylko wyjeżdżać wrogom z bara, ale także wjechać im na psyche. Założyli sobie, że w przeciwieństwie do zwykłego pojazdu, ich konstrukcje będą siały postrach tak ogromny, że nikt nie utrzyma boltera w ręku, o oddaniu strzału nawet nie wspominając.

Niech im będzie, Forgefiend nawet robi wrażenie. Co prawda nie mam pojęcia, co on ma przedstawiać, ale może właśnie o to chodzi – nieznane rodzi strach. A tego pupila faktycznie ciężko zrozumieć: tu pazury, tam kopyta, armaty zamiast obojczyków i jeszcze zębata paszcza z lufą w gardle. Kratki zamiast oczu. Działa, nie chciałabym, że taki mi się przyśnił.
Ale niech mi ktoś wyjaśni sens istnienia tego pterodaktyla.

Czy stojąc na środku pola bitwy i z zawziętością godną lepszej sprawy tłukąc heretyków (ewentualnie rozbijając kotlety na obiad), przerazicie się na widok gęsi, które nie ma ogona, ale ma za to widowiskowy tylni odrzut? Z pewnością na chwilę będziecie wyłączeni z walki. Ze śmiechu. Ha! I najpewniej właśnie ten moment nieuwagi wykorzystają Chaos Space Marines, aby zadać śmiertelny cios! Przynajmniej zginiecie z uśmiechem na ustach.
Najdzielniejsi pośród nas
Dodam jeszcze przy okazji, iż jestem pod wielkim wrażeniem odwagi, jaką wykazali się twórcy filmu pt. „Pacific Rim”. Nie wiem, przed kim chylić czoła – reżyserem, producentem czy grafikami, ale trzeba mieć naprawdę żelazną pewność siebie (albo żelaznych prawników), aby nagrać taką scenę, jaka pojawia się w tej produkcji i nie bać się sankcji ze strony oszalałego na punkcie praw autorskich GW. Pamiętacie tego Kaiju, któremu odrąbali ogon, na co on postanowił rozłożyć sobie skrzydła? No właśnie.

Grafika tytułowa: CmoN






Zwierzątka takie metalowe http://t.co/T7rpS3EEKM http://t.co/OurlF1Aiga