20140314_header_mauler_fiend

publicystyka

Zwierzątka takie metalowe

Wow. WTF. Chaos.

Patrząc na filmy science-fiction albo na doniesienia z dzisiejszych targów technologicznych, można wysnuć wniosek, że mamy (to znaczy macie, ludzie, nie my, Tyranidzi) tendencję do tworzenia maszyn, które będą przypominać Was w większym lub mniejszym stopniu.

Im bardziej zaawansowany robot, tym bardziej humanoidalny, a szczytem perfekcji inżynierskiej są przecież androidy. Dąży się do stworzenia sztucznej inteligencji, która będzie dorównywała ludzkiej i zamknięcia jej w formie, której nie sposób od ludzkiego ciała odróżnić. Tym wszystkim badaniom i wynalazkom przyświeca odwieczne pragnienie dorównania Bogu/bogom i chęć szczycenia się sztucznie stworzonym życiem.

Być może Chaos stwierdził, że pojedzie ludziom po ambicji, gdy sobie zrobi roboty-zwierzątka.

Punkty witalne

Poważnie, nie mam pojęcia, co im się porobiło w tych splugawionych łbach, że zbudowali coś takiego. Po co te maszyny mają wyglądać na żywe? Żeby wrogom wydawało się, że mają do czynienia ze zwierzęciem i próbowali takie coś utłuc strzałem w oko?

Powiedzmy, że Maulerfiend rzeczywiście wygląda całkiem realistycznie, jak na chaosowe standardy, ale czy rzeczywiście celem jego istnienia ma być oszukiwanie przeciwników? Wyobrażam sobie oddział, którego kapitan każe naparzać w punkty witalne tego spaczonego mutanta i ich zdziwienie, że mutant nie pada, ani nawet nie krwawi. Wyobrażam też sobie, że ten oddział jest zielony i ma iloraz inteligencji równy dakka.

Gęsia skórka

A może Chaosi stwierdzili, że są za mało przerażający? Pozazdrościli swoim demonicznym kumplom prezencji i postanowili nie tylko wyjeżdżać wrogom z bara, ale także wjechać im na psyche. Założyli sobie, że w przeciwieństwie do zwykłego pojazdu, ich konstrukcje będą siały postrach tak ogromny, że nikt nie utrzyma boltera w ręku, o oddaniu strzału nawet nie wspominając.

Chaos Space Marine Forgefiend
Chaos Space Marine Forgefiend – źródło: CmoN

Niech im będzie, Forgefiend nawet robi wrażenie. Co prawda nie mam pojęcia, co on ma przedstawiać, ale może właśnie o to chodzi – nieznane rodzi strach. A tego pupila faktycznie ciężko zrozumieć: tu pazury, tam kopyta, armaty zamiast obojczyków i jeszcze zębata paszcza z lufą w gardle. Kratki zamiast oczu. Działa, nie chciałabym, że taki mi się przyśnił.

Ale niech mi ktoś wyjaśni sens istnienia tego pterodaktyla.
http://www.coolminiornot.com/317197
Chaos Space Marine Heldrake – źródło: CMoN

Czy stojąc na środku pola bitwy i z zawziętością godną lepszej sprawy tłukąc heretyków (ewentualnie rozbijając kotlety na obiad), przerazicie się na widok gęsi, które nie ma ogona, ale ma za to widowiskowy tylni odrzut? Z pewnością na chwilę będziecie wyłączeni z walki. Ze śmiechu. Ha! I najpewniej właśnie ten moment nieuwagi wykorzystają Chaos Space Marines, aby zadać śmiertelny cios! Przynajmniej zginiecie z uśmiechem na ustach.

Najdzielniejsi pośród nas

Dodam jeszcze przy okazji, iż jestem pod wielkim wrażeniem odwagi, jaką wykazali się twórcy filmu pt. „Pacific Rim”. Nie wiem, przed kim chylić czoła – reżyserem, producentem czy grafikami, ale trzeba mieć naprawdę żelazną pewność siebie (albo żelaznych prawników), aby nagrać taką scenę, jaka pojawia się w tej produkcji i nie bać się sankcji ze strony oszalałego na punkcie praw autorskich GW. Pamiętacie tego Kaiju, któremu odrąbali ogon, na co on postanowił rozłożyć sobie skrzydła? No właśnie.

„Pacific Rim”, Guillermo del Toro, 2013
Pacific Rim, Guillermo del Toro, 2013

Grafika tytułowa: CmoN

Autor

Anna Dragoncerch

Z zamiłowania literatka, z wykształcenia fizjoterapeutka, z pochodzenia Królowa Roju. Współtwórczyni projektu The Desperate Workshop, pomagierka Brwinowskiego Klubu Fantastyki. Od lat podróżująca po bezdrożach Fantazji i nie zamierzająca póki co wracać do domu.