Zawsze uważałem, że relacje z konwentów trochę mijają się z celem. W końcu ktoś kto je pisze nie ma możliwości odwiedzenia wszystkich prelekcji, nie ma możliwości bycia wszędzie, widzi tylko kawałek konwentu i to często bardzo niewielki, więc jego relacja jest czysto subiektywna i przede wszystkim okrojona. Jednak mimo wszystko postanowiłem napisać te kilka zdań o tegorocznym Pyrkonie, bo na pewno był przełomowy i wyjątkowy. Nie oczekujcie jednak pełnej relacji lub recenzji kolejnych prelekcji. Program był tak bogaty, że każdy na pewno znalazł coś dla siebie, dlatego skupię się raczej na tym co nowego można było zobaczyć lub odkryć na konwencie.
Początek nowej ery?
Pyrkon 2013, podobnie jak Polcon 2007, był imprezą przełomową. Warszawski Polcon z 2007 roku jako pierwszy Polcon (i chyba jako pierwszy polski konwent w ogóle), odbył się w centrum konferencyjnym i aspirował do czegoś więcej niż standard konwentu szkolnego. Pyrkon 2013 poszedł krok dalej i stał się czymś więcej. Owszem, Pyrkon już od kilku lat odbywał się na terenie Targów Poznańskich, co roku bił rekordy frekwencji, ale dzięki zmianie nazwy na Festiwal, pozyskaniu dodatkowych sponsorów, a przede wszystkim ogromnemu wysiłkowi organizatorów stał się konwentem przełomowym. Odwiedziło go ponad dwanaście tysięcy osób – i to naprawdę rozmaitych: od fanów szeroko pojętej fantastyki, planszówek i gier bitewnych, przez miłośników mang i anime czy gier komputerowych, aż po zwykłych ludzi ciekawych tego, gdzie ci wszyscy przebierańcy i wariaci z gąbkowymi mieczami tłumnie zmierzają. Na konwencie dało się zauważyć wszystkich i to było ogromne osiągnięcie organizatorów. Czy to początek nowej ery konwentów w Polsce? Nie wiem, na to pytanie da się odpowiedzieć dopiero za kilka lat, ale na pewno był to konwent przełomowy.

Trudne początki
Po tym przydługim i podniosłym wstępie krótkie podsumowanie konwentu. Na konwent przybyliśmy rannym pociągiem (wielkie brawa za umowę z Przewozami Regionalnymi!) i pierwsze co nas przywitało to ogromne kolejki. Do tego widoku szybko się przyzwyczailiśmy, bo towarzyszył nam przez wszystkie dni konwentu. Na szczęście nam udało się szybko dostać do środka i niestety od razu pojawił się pierwszy problem. Szkoła noclegowa była otwarta od 17 (co oczywiście jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę to, że wcześniej tego samego dnia odbywały się tam lekcje:), a to znaczy, że musieliśmy coś zrobić ze wszystkimi tobołami. Pod szkołą pojawiliśmy się o 16:20 i przed drzwiami już była kolejka, a właściwie dziki tłum, którego nie udało się w żaden sposób zorganizować. Znów dopisało nam szczęście: do środka dostaliśmy się dosyć szybko, jednak i tu pojawił się pewien zgrzyt. Od razu pogoniliśmy na trzecie piętro skrzydła z ciszą nocną. Kiedy tam dotarliśmy, okazało się, że w salach noclegowych pozamykali się ludzie, zajmując całe sale dla siebie. Dopiero po interwencji gżdaczy udało się otworzyć zablokowane sale. My jednak nie załapaliśmy się na miejsce w żadnej z nich i musieliśmy spać na korytarzu.

Gry bez prądu i z prądem
Sam konwent zorganizowany był świetnie. Zaraz po wejściu do głównego budynku witał nas ogromny Games Room w hali po prawej stronie. W Games Roomie udostępnione były stoły wyznaczone do gier planszowych i do gier bitewnych, zmieściła się tam też kącik konsolowy i komputerowy, a także blok dla najmłodszych. Gier było dużo, stołów również, ale tych drugich niestety czasami brakowało. Dla fanów gier bez prądu rarytasem były prezentowane prototypy i premiery.
Można było zagrać w prototypy gier Upadek Troi, MageMaze, Zakon Krańca Świata, czy Świat Dysku: Wiedźmy (o Wiedźmach pisaliśmy tutaj), a także w tytuły, które wkrótce ujrzymy w polskim wydaniu: Tak Mroczny Władco! i Kraghmorta. Premierę miały Gobliny: Epicka Śmierć, wznowienie Zombiaków oraz nowa armia do Neuroshima Hex. Można było również dostać autograf twórcy Might and Magic Heroes (nasza recenzja) oraz kupić Zombicide (nasza recenzja). Można też było usłyszeć od autora gry Gamedeck najnowsze szczegóły dotyczące gry.

Jeśli chodzi o bitewniaki to odbył turniej Full Thrust i Flames of War (i zapewne jakieś inne, ale tylko te miałem okazję oglądać). Odbywały się też pokazy Wolsunga SSG, którego pod swoje skrzydła wzięła Kuźnia Gier. Miłośnicy gier fabularnych mieli natomiast okazje wziąć udział w rozgrywającej się na konwencie ogromnej liczbie sesji czy wybrać się na jedną z mrowia prelekcji.
Niestety, skoro mowa o prelekcjach, to pora wspomnieć również o kolejnym – tym razem naprawdę poważnym – pyrkonowym zgrzycie. Sale prelekcyjne były tak zatłoczone, że trudno było się do nich dostać. Organizatorzy, zapomniawszy o wymogach bezpieczeństwa, nie zatroszczyli się o to, by ograniczyć liczbę wpuszczanych do nich ludzi. Na szczęście, nie doszło do sytuacji, w której to zaniedbanie mogło spowodować prawdziwy problem.
Coś dla fanów mangi, anime i przebierania

Na konwencie pojawił się bardzo rozbudowany blok mangi i anime. Znalazło się również miejsce dla wystawców wszelkich dóbr z tym związanych (ale o tym za chwilę) oraz odbył się konkurs Maskarada na najlepszy strój (więcej zdjęć znajdziecie w galerii).
Oprócz uczestników Maskarady na terenie Pyrkonu można było spotkać wiele osób przebranych we wszelkie możliwe stroje. Od steampunkowych piratów, poprzez rycerzy, elfy, damy, aż po postaci z gier i komiksów. Nie dało się praktycznie przejść przez żadną salę żeby nie spotkać chociaż dziewczyny w gorsecie, dzięki temu konwent miał niepowtarzalny, karnawałowy klimat, a wszechobecny tłum był barwny, kolorowy i przyjemnie urozmaicony.
Rozkosz dla oka, ból dla portfela
Wszyscy sprzedawcy zostali ulokowani w jednej hali naprzeciwko Games Roomu. W tej samej hali znajdowały się również wystawy konwentowe. Mogliśmy tam obejrzeć NIESAMOWITE modele statków z Gwiezdnych Wojen. Twórcy tych cudów modelarstwa byli przesympatyczni i bardzo chętnie dzielili się tajnikami tworzenia tak wspaniałych modeli. Całości dopełniała wystawa niesamowitych konstrukcji z klocków lego oraz modeli z uniwersum Star Treka.

Jeśli chodzi o wystawców, to również panowała miła różnorodność. Oprócz tych obecnych na każdym konwencie pojawiło się wiele nowych sklepików, dzięki czemu każdy na pewno znalazł coś dla siebie. Smakowite babeczki, haftowane sakiewki, stroje, kostki, figurki bohaterów z gier, poduszki, puzzle, gry planszowe, breloczki, koszulki, bluzy, pizza, kawa… było tam wszystko co można sobie wymyślić i jeszcze więcej. Szkoda tylko, że czasami rozmieszczenie tych atrakcji było dość dziwne. Przykładowo: połączenie sali koncertowej z karczmą nie było najlepszym pomysłem.

Żal wyjeżdżać…
…ale dobrze że to koniec. Co prawda były to tylko trzy dni, ale tak pełne pracy i atrakcji, że wymęczyły nas jak by to był tydzień. Nie żałujemy jednak i na pewno odwiedzimy Poznań w przyszłym roku.






[…] Niewiele czasu minęło od powstania nowego tworu na polskim rynku wydawniczym, a tu nagle dowiadujemy się, że ekipa Fajne RPG przygotowała dla miłośników gier fabularnych dwie nowości, których premiera będzie miała miejsce w przyszłym miesiącu na Pyrkonie. […]