Undermining

recenzje

Kto pod kim dołki kopie

Undermining to jedna z wielu gier, które miały swoją premierę na targach Spiel w Essen, w 2011 roku. Nie była tytułem wyczekiwanym jak niektóre – nie ustawiały się po nią kolejki, recenzenci nie ścigali się o to, kto o niej napisze pierwszy. Nie znaczy to jednak, że jest tytułem niewartym uwagi.

Kolorowy kosmos

Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy to bardzo kolorowa oprawa graficzna. Po otwarciu ozdobionego wizerunkiem futurystycznego pojazdu górniczego pudełka, naszym oczom ukaże się (w większości) podzielona na kwadratowe pola plansza, dwie talie kart, grube karty graczy, woreczek drewnianych kostek, plastikowe miniaturki ruchomych świdrów i przeogromny stos żetonów dóbr.
[nggallery id=13]

Rozstawienie gry jest nieco uciążliwe – żetony kopalnych dóbr trzeba losowo porozmieszczać na całej planszy, a kiedy już skończymy to okaże się, że gotowa do gry plansza przypomina… flashową grę. Trudno pozbyć się tego wrażenia. Zresztą, pogłębia się ono jeszcze, gdy już przystąpimy do rozgrywki.

Optymalizacja i wredność

Oto dwa elementy, które zarządzają całą rozgrywką. Każdy ruchomy świder ma określoną liczbę punktów, z których może korzystać co turę. Służą one tak do ruchu, jak i do wydobywania zasobów. Dodatkowo, czasem możemy nieco zwiększyć ten limit lub też zmusić nasz pojazd do większego wysiłku, wydają jednostki „baterii” – czyli trzymanych w specjalnej przegródce karty pojazdu drewnianych kosteczek w fluorescencyjno-zielonym kolorze.

Pojazd górniczy w Undermining cechuje się ponadto czymś jeszcze – można go ulepszać. Jednak ilość miejsc na ulepszenia jest ograniczona. Dlatego warto zastanowić się chwilę nad tym, czy chcemy wydatnie zwiększyć prędkość, ładowność czy może jednak moc naszego świdra. Po co to wszystko?

Ogólnie, chodzi o to, by zrealizować jak najwięcej kontraktów. Te losujemy na początku gry (potem zastępując kolejnymi te już zrealizowane) i wypełniamy, przywożąc do bazy stosowne konfiguracje zasobów. No i tutaj właśnie zaczyna się optymalizowanie ruchów. Z jednej strony musimy brać pod uwagę zasięg i ładowność naszego pojazdu. Z drugiej – przeciwników. Warto zauważyć, że podkradanie sobie co rzadszych (lub bardziej potrzebnych) dóbr to w Undermining chleb powszedni.

Metale ciężkie i lekka zabawa

Wspomniałem już o tym, że nie tylko wygląd, ale i sama rozgrywka przywołują mocne skojarzenia z grami we flashu. Rzeczywiście – Undermining to pozycja o prostych zasadach, które bardzo łatwo pojąć, ale które równocześnie pozwalają na sporo dobrej zabawy.

Undermining to tytuł w gruncie rzeczy bardzo lekki i niezobowiązujący – do tego stopnia, że niektórzy mogą szybko się nim znudzić, nie czując ze strony gry mocnej stymulacji zwojów mózgowych (choć, zaznaczmy to od razu – nie jest grą prostacką, nazbyt losową ani też grą imprezową). Ci, dla których owa lekkość nie stanowi problemu, powinni jednak bawić się naprawdę nieźle – szczególnie, jeśli pod ręką jest więcej niż jeden partner do gry, bo – choć gra w dwie osoby wypada całkiem nieźle – to jednak w składzie trzech lub czterech graczy Undermining potrafi naprawdę zabłysnąć.

Wszystkie zdjęcia (c) 2011 Matt Tolman

Autor

Błażej Kubacki

Miłośnik lit­er­atury, his­torii, fan­tastyki, gier fab­u­larnych i – oczy­wiś­cie – plan­szowych oraz kar­cianych. Autor blogu Plan­szuf­fka i redak­tor naczelny ser­wisu grybezprądu.pl.