Ikona_Hobbit_GK

recenzje

Mały, sprytny Hobbit

Recenzja gry Hobbit: Gra Karciana

Pod koniec zeszłego roku do kin weszła pierwsza część filmowej adaptacji Hobbita, książki autorstwa J.R.R. Tolkiena. Jeszcze przed jej premierą zostaliśmy zasypani rozmaitymi gadżetami i produktami filmopochodnymi, a że kolejna odsłona trylogii zbliża się wielkimi krokami, ów wysyp niezmiennie trwa. Jednym z należących do niego produktów jest właśnie Hobbit: Gra Karciana stworzona przez Martina Wallace’a i wydana w Polsce przez Egmont. Czy w tym wypadku warto dać ponieść się hobbitomanii i kupić ten tytuł?

Gra pochodzi z prywatnej kolekcji autora.

Małe jest piękne?

Gra pakowana jest w małe, poręczne pudełko, bliźniacze do tego, w jakim wydano Sabotażystę czy Fasolki. Wieczko zdobi ilustracja Teda Nasmitha przedstawiająca krasnoludy wędrujące przez Mroczną Puszczę, cierpi jednak na dość poważną wadę, potrafi samo się otworzyć, więc lepiej je czymś zablokować – choćby gumką recepturką.

Hobbit_Box

 

W samym pudełku znajdziemy 65 kart (co, mimo małego rozmiaru opakowania, i tak czyni je nieco za dużym) Ilustracja zdobiąca front obiecuje wspaniałą oprawę graficzną i wewnątrz, ale niestety spotyka nas tu lekki zawód. Owszem, na kartach znajdują się ilustracje Teda Nasmitha, ale niestety tylko w centrum. Dookoła otacza je prosta, szara ramka ozdobiona niezbyt atrakcyjnymi ikonami.

Tam…

Hobbit_TamSama gra jest bardzo prosta. Gracze dzielą się na dobrych (Thorin, Bilbo, Gandalf) i złych (Smaug, Bolg). Dobierają karty do ręki i rozpoczynają kolejkę. Na początku pierwszy gracz (najpierw jest nim Thorin, później gracz który zebrał daną lewę) zagrywa kartę wybranego koloru na środek stołu: będzie to kolor wiodący tej tury. Następnie gracze, jeśli mogą, zagrywają kartę tego samego koloru. Gdy wszyscy zagrają karty, gracz, który zagrał najwyższą kartę koloru wiodącego, lub najwyższą kartę koloru fioletowego zbiera lewę i rozdaje ją zgodnie z zasadą specjalną swojej postaci. Przykładowo Bilbo zabiera jedną kartę dla siebie i daje jedną kartę przeciwnikowi, z kolei Thorin tasuje karty i rozdaje je losowo wszystkim graczom. Po rozdzieleniu kart, gracz, który zebrał lewę rozpoczyna kolejną turę. Na końcu rundy sprawdza się, czy któryś z graczy ma 3 rany i czy warunki zwycięstwa którejś ze stron są spełnione, jeśli tak, gra natychmiast się kończy.

Hobbit_karty

Karty oprócz koloru posiadają wspomniane wcześniej symbole, które sprawiają, że sposób ich rozdawania po rozstrzygnięciu lewy ma znaczenie. I tak: symbol gwiazdy zadaje jedną ranę złemu bohaterowi lub leczy jedną ranę bohatera dobrego, orkowy hełm działa analogicznie dla złych postaci, a fajka pozwala dobrać jedną kartę więcej przed kolejną rundą.

Z powrotem?

Hobbit_z_powrotemHobbit jest bardzo prostą grą karcianą. Zasady tłumaczy się dosłownie chwilę a sama rozgrywka nie trwa wiele dłużej i wymaga tylko niewielkiego kawałka płaskiej powierzchni. Sprawia to, że grę można swobodnie wrzucić do plecaka i zagrać w nią w każdej chwili, chociażby na podłodze w kolejce po bilet na film, czy w restauracji w oczekiwaniu na kelnera. Świetnie sprawdza się zatem jako przerywnik, choć ma szansę również zająć nam trochę więcej czasu – o ile lubimy klasyczne gry karciane, w których podbieramy lewe. W innym przypadku może jednak pozostawić spory niedosyt. To co jest jej największą zaletą, jest też jej największa wadą – gra jest bardzo prosta i oderwana od swojej tematyki. Komu to nie przeszkadza, ten pewnie będzie bawił się nieźle – poszukiwaczom bogatego tematu radzę jednak poszukać gdzie indziej.

Autor

Paweł Menio