CS_Ikona

recenzje

Ryzykowna sztuka przemytu

Recenzja gry Cornish Smuggler

Wygląda na to, że formuła gry europejskiej, która tematykę czerpie z epoki odkryć geograficznych, starożytności lub handlu w rejonie Morza Śródziemnego powoli się wyczerpuje. Twórcy coraz chętniej sięgają po tematy mniej wyeksploatowane – czasem kontrowersyjne, a czasem po prostu dodające grze nieco smakowitego kolorytu. Za doskonały przykład tego drugiego może posłużyć Cornish Smuggler – debiutancka gra kornwalijskiego wydawcy Grublin Games.

Premiera Kornwalijskiego Przemytnika odbyła się w zeszłym roku na targach Spiel (naszą fotorelację znajdziesz tutaj), a sama gra na stołach graczy zagościła dzięki Kickstarterowi. Przyznam, że sam śledziłem rozwój projektu ze sporym zainteresowaniem, bo idea gry, której temat jest doskonale znany jej twórcom – i która swój początek właśnie z tematu czerpie – jest mi szczególnie bliski. Poza tym, pośród gier europejskich najbardziej lubię te, dla których temat nie jest tylko dodatkiem z ostatniej chwili, ale częścią integralną i mającą wpływ na sposób tworzenia napędzających ją mechanizmów.

Plansza - oryginalna i klimatyczna (choć nie każdemu się podoba).
Plansza – oryginalna i klimatyczna (choć nie każdemu się podoba).

Krajobrazy wielkiej urody ­– i mordy zaprawdę straszliwe.

Wykonanie gry trochę cieszy, trochę śmieszy, a trochę straszy. Z jednej strony mamy pudełko: solidne i ozdobione jedną z ładniejszych i bardziej klimatycznych ilustracji, jakie kiedykolwiek widziałem. Z drugiej strony, gdy tylko je otworzymy, z boków spojrzą na nas czarno-białe, stylizowane i prawdziwie paskudne twarze, które w grze należą do wszelkiej maści przedstawionych na kartach pomocników – a w rzeczywistości do rozlicznych wspierających projekt gry na Kickstarterze.

Sami porównajcie piękno okładki z urodą twarzy, które wyjrzą na nas w czasie otwierania pudełka...
Sami porównajcie piękno okładki z urodą twarzy, które wyjrzą na nas w czasie otwierania pudełka…

W samym pudełku z kolei znajdziemy: stylizowaną, bardzo oryginalnie wyglądającą planszę, sporo wysokiej jakości kart (wspomniani wcześniej pomagierzy oraz karty tajemnic), grube kafle statków, drewniane graniastosłupy w sześciu kolorach (służą za znaczniki graczy – kolor czarny zaś zarezerwowano dla krążących po planszy celników), drewniane pionki statków, przypominające klocki z Tetrisa towary, instrukcję oraz… najdziwniejszy element, jaki w życiu widziałem: zestaw maleńkich gumek w kolorach graczy. Gumki owe wciąga się na pionki celników, by oznaczyć, że dany funkcjonariusz został przez nas przekupiony.

Przyznam, że gumki zdziwiły mnie bezbrzeżnie, szczególnie, że zamiast nich można było zastosować kilka bardziej klasycznych rozwiązań, nie ryzykując przy tym, że jeśli ktoś przy stole kichnie (lub nie będzie bardzo uważny w czasie wciągania gumki na znacznik celnika), to nagle bezpowrotnie zdekompletuje sobie swój nowiutki egzemplarz Kornwalijskiego Przemytnika.

Maleńkie gumeczki - meeple porównawczy pochodzi z innej gry, a został dodany dla (a jakże) porównania.
Maleńkie gumeczki – meeple porównawczy pochodzi z innej gry, a został dodany dla (a jakże) porównania.

Ładownia pełna kontrabandy – i fatalny błąd w zasadach.

W podstawowym założeniu Cornish Smuggler to gra o dostarczaniu towarów. Wcielając się w postacie osiemnastowiecznych przemytników, staramy się zdobywać nielegalne dobra w odległych lokacjach, pakować je do ograniczonych wielkością i kształtem ładowni, a potem upłynniać nielegalnie w kornwalijskich miastach i miasteczkach, unikając przy tym celników (lub kupując sobie ich lojalność).

Rozgrywka toczy się w turach podzielonych na akcje, które gracze podejmują na przemian, póki wszyscy nie spasują. Pośród akcji znajdują się: żeglowanie, pobór i sprzedaż towarów; rekrutowanie pomocników z odsłoniętych na planszy stosów; poznawanie tajemnic (czyli dobieranie stosownych kart, które pozwolą nam zastosować wobec przeciwników kilka brudnych zagrywek lub zabezpieczyć ukryty magazyn na swoje nielegalne dobra); a nawet uczciwa praca, która w wersji niepoprawionej powodowała, że grę można było – jeśli nie złamać, to przynajmniej poważnie uszkodzić. Na szczęście to ostatnie już naprawiono, a stosowną erratę do instrukcji można pobrać ze strony wydawcy.

Przykładowe statki oraz dobra, które przyjdzie nam układać w ich ładowniach.
Przykładowe statki oraz dobra, które przyjdzie nam układać w ich ładowniach.

Najciekawszymi chyba patentami w grze są: statki i towary oraz mechanizm samego przemytu, sprzedaży i ruchu celników, nierozerwalnie związany z ryzykiem i sprytnym unikaniem zajęcia dóbr. Zatem, chcąc dorobić się nielegalnie wpierw musimy zapakować na nasz statek klocek towaru – co czasem bywa wyzwaniem samym w sobie, bo kafelek musimy fizycznie wpasować do naszej ładowni tak, by nie przykrywał żadnego z niedozwolonych pól. Potem pozostaje jeszcze dopłynąć do Kornwalii, wylądować i sprzedać towar – tu jednak wkracza drugi interesujący mechanizm.

Ogólna zasada jest prosta: im większe miasto, w którym upłynniamy kontrabandę, tym więcej na niej zarobimy. Niestety, oznacza to jednak albo konieczność bezpośredniego lądowania w takim ośrodku, albo dyskretnego transportowania dóbr drogą lądową. W tym drugim przedsięwzięciu wspomoże nas zresztą również nasza siatka pomocników, których rozstawiamy na planszy przy okazji pobierania kart postaci. Nasze ekscesy powodują, że w pogoń rusza z czasem coraz więcej celników (kolejne znaczniki pojawiają się na planszy), przekupywanie funkcjonariuszy służby celnej staje się coraz droższe, a i pozostali gracze nie zasypiają gruszek w popiele, nieraz dopiekając sobie do żywego. To wszystko powoduje, że nieuczciwy zarobek zamienia się w bardzo ciężką pracę.

Karty, karty, mnóstwo kart...
Karty, karty, mnóstwo kart…

Smak morskiej soli w ustach – i sól w oku

Cornish Smuggler to gra wyjątkowa – co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Jest jednak również tytułem, po którym widać brak doświadczenia jego twórców i wydawców. Po pierwsze, ów brak objawia się w dość oczywistej luce w zasadach. Po drugie, widać go również w wyborze umieszczonych w pudełku elementów (groza gumek dosięgnie w końcu każdego).

Z drugiej strony, Cornish Smuggler jest tytułem interesującym, zmuszającym do podejścia przebiegłego, a niejednokrotnie również cierpliwego. Zabawa w kotka i myszkę z celnikami, udatnie zasymulowany mechanizm rozrostu służby celnej i spora lista specjalnych zdolności pod postacią paskudnych z gęby pomocników powodują, że każda partia toczy się nieco inaczej, a żadna tura nie upływa na standardowym powtarzaniu wypróbowanych wcześniej posunięć.

Elementy dla jednego gracza (znaczniki sieci przemytniczej oraz stateczek) na tle planszy.
Elementy dla jednego gracza (znaczniki sieci przemytniczej oraz stateczek) na tle planszy.

Czas na podsumowanie. Tym, którzy pragną produktu w pełni dopracowanego, w stu procentach profesjonalnego nie polecę Kornwalijskiego Przemytnika, bo gra ma wynikające z braku doświadczenia wady, których przeoczyć się nie da. Tym natomiast, którzy lubią eurogry nieszablonowe, bardzo klimatyczne i czasem mocno konfrontacyjne, Cornish Smuggler powinien przypaść do gustu. Widać w nim bowiem nie tylko niedoświadczenie, ale i odważną świeżość pomysłów, których twórcy bardziej doświadczeni mogliby nie chcieć wykorzystać uznając, że w grach europejskich nie ma dla nich miejsca. Tu miejsce się znalazło – i dobrze, bo to powoduje, że debiut Grublin Games nie stanie się tylko kolejnym pudełkiem na półce i pozycją, której od reszty kolekcji właściwie nic nie odróżni.

CS_Cover

Autor

Błażej Kubacki

Miłośnik lit­er­atury, his­torii, fan­tastyki, gier fab­u­larnych i – oczy­wiś­cie – plan­szowych oraz kar­cianych. Autor blogu Plan­szuf­fka i redak­tor naczelny ser­wisu grybezprądu.pl.