Ikona_Zygmunt

planszuffka

Pudełko czekoladek niezgody

Recenzja gry Sigismundus Augustus

Na pierwszy rzut oka wydawać się może, że gier historycznych jest całe zatrzęsienie. Wszak pośród gier europejskich mnóstwo tytułów, które odwołują się do średniowiecza, epoki wielkich odkryć geograficznych czy nawet rewolucji przemysłowej jest istne zatrzęsienie. Prawda jest jednak taka, że prawdziwie historycznych gier w tym gatunku mamy niewiele. Czy dołączy do nich Sigismundus Augustus Fabryki Gier Historycznych?

Kilka dni temu opublikowaliśmy wywiad, w którym Michał Sieńko – jeden z dwóch twórców gry – opowiedział nam co nieco o jej powstawaniu. Kto czytał, ten wie, że jednym z celów twórców było uczynienie Zygmunta Augusta grą mocno odwołującą się do historii. Od razu też powiem, że pod wieloma względami efekt został osiągnięty. Klimat gry odczuć można w zasadzie już kilka chwil po otwarciu pudełka, które chyba na każdej półce będzie rzucać się w oczy.

Zygmunt_05
Zbliżenie na planszę i orła, który dumnie rozpościera skrzydła w samym jej centrum.

Zaskoczenie w czasach Zygmunta

Wykonanie gry Sigismundus Augustus jest w większości naprawdę satysfakcjonujące, choć miejscami nieco zaskakujące. Największym chyba zaskoczeniem jest plansza. Większość graczy, którym pokazywałem ją po raz pierwszy dziwiła się nieco, że nie przedstawia ona mapy Rzeczypospolitej, a zestaw pól i okienek, otaczających stylizowanego orła. Drugim zaskoczeniem okazała się ilość miejsca, jaką ta  z pozoru skromna gra wymaga na stole. Choć wspomniana plansza do największych nie należy, to jednak w trakcie przygotowania do gry obłożymy ją sporą liczbą kart, niemal dwukrotnie zwiększając miejsce, potrzebne na swobodna rozgrywkę.

Ogólna jakość komponentów stoi na wysokim poziomie. Wspomniane wyżej karty – choć cienkie – są przyjemne w dotyku i estetyczne, a (jak okazało się po kilku rozgrywkach) ich niewielka grubość nie oznacza niskiej jakości. Równie estetycznie wypadają żetony, które cieszą oko, spełniają dobrze swe funkcje, a z arkuszy wyskakują bez najmniejszego problemu. Niestety, kolejnym zaskoczeniem są dodane do gry plastikowe pionki, które – mówiąc szczerze – pasują do całości jak kwiatek do kożucha. O nich mogę już tylko powiedzieć, że spełniają swoja funkcję, bo wyglądają, jakby uciekły z jakiejś innej gry.

Zygmunt_01
Klienci – czyli pionki, które uciekły z innej gry.

Rozgrywka w czasach Zygmunta

Prawdę mówiąc, po raz trzeci zostałem zaskoczony, gdy na dobre zabrałem się za czytanie instrukcji do Zygmunta Augusta. Pamiętając grę W zakładzie (pierwszą pozycję Fabryki Gier Historycznych) spodziewałem się tytułu niezbyt ciężkiego – takiego, który daje się ograć w nieco ponad godzinę. Skomplikowana struktura tury i mnogość dostępnych akcji szybko wyprowadziły mnie z błędu.

Rozgrywkę rozpoczynamy od wybrania biorących w niej udział rodów szlacheckich i rozstawienia odpowiednich znaczników na przypisanych im torach wpływów (i – oczywiście – rozkładając wokół planszy wspomniane wcześniej mrowie kart). Potem dodajemy jeszcze żetony kierunków polityki zagranicznej i pozwalamy graczom na wybranie dostępnych urzędów, a następnie… rzucamy się w wir politykowania i walki o wpływy. A walczyć będziemy na kilku różnych frontach – i wbrew nazwie większość z nich niewiele będzie miała wspólnego z wojną. Chociaż aspekt militarny jest obecny w Zygmuncie Auguście, to nie on gra w rozgrywce pierwsze skrzypce. Co zatem jest najbardziej istotne? Właściwie istotne jest wszystko.

Zygmunt_02
Pieniądze i wojska – czyli to, czego trzeba każdemu magnatowi.

Każda tura rozpoczyna się od ustalenia nowych żądań królewskich oraz nowej karty sejmu, określającej, nad jaką ustawą gracze będą w tej turze obradować. Potem dochodzi do wymiany znajdujących się na stole osobistości, po czym każdy z rodów zasila nieco swoja kiesę i zestaw posiadanych kart. Od tego momentu rusza właściwa rozgrywka.

Konkurujące rody rozpoczynają od akcji specjalnych – czyli od segmentu, który pozwala na korzystanie z dobranych wcześniej kart polityki lub ze specjalnych zdolności. Wszystko to robimy, by uprzykrzać życie innym graczom, zyskać odrobinę funduszy czy położyć podwalinę pod prowadzenie politycznych działań za granicą. Następnie gracze inwestują w politykę zagraniczną i przechodzą do segmentu zwykłych akcji, które wykonuje się, umieszczając swoje pionki klientów na stosownych polach na planszy. Dalej przechodzimy do fazy sejmu – najbardziej chyba rozbudowanej i mającej największe znaczenie dla całej rozgrywki. W ruch idą pieczołowicie zbierane głosy i potrzebne do przekupstwa pieniądze, bo i stawka jest wysoka: kolejne urzędy, które trafią w ręce graczy. Również w fazie sejmu okaże się, który z rodów najbardziej zasłużył się, wysyłając wojska na pospolite ruszenie, oferując pieniądze lub poparcie polityczne (w zależności od obecnego żądania królewskiego), a także czy ustawa, nad którą obraduje sejm wejdzie w życie, czy też nie. Na sam koniec rundy zostaje jeszcze rozliczyć ewentualne starcia militarne i wprowadzić w życie efekty związanych z nimi kart, a potem podliczyć zebrany przez graczy prestiż i przerobić go na punkty zwycięstwa.

Zygmunt_06
Sigismundus Augustus w środku rozgrywki z autorem na zjAvie 2013.

Władza w czasach Zygmunta

Powyższa przepychanka kończy się po ośmiu pełnych rundach (lub po czterech, jeśli naszym graczom brakuje wytrzymałości, by stoczyć pełen bój o władzę nad Rzeczpospolitą), po których podlicza się punkty zwycięstwa i określa, kto będzie stanowić w kraju siłę, z którą wszyscy będą musieli się liczyć. I trzeba przyznać, że Sigismundus Augustus każdorazowo zmusi zwycięzcę do ciężkiego zapracowania na wygraną. Nie chciałbym jednak być źle zrozumianym – owa ciężka praca daje równocześnie sporo satysfakcji, jednak warunkiem koniecznym, by cieszyć się rozgrywką jest umiłowanie kilku jej konkretnych elementów.

Po pierwsze, Sigismundus Augustus to gra dla tych, którzy uwielbiają nie tylko ostre kombinowanie, ale i równie ostre podgryzanie się z innymi graczami. W toku rozgrywki mnóstwo akcji będzie odbierać coś innym rodom, więc tylko ten, kto lubuje się w negatywnej interakcji będzie z Zygmuntem Augustem za pan brat. Ci, którzy wolą w spokoju uprawiać własne ogródki raczej nie powinni siadać do gry.

Po drugie,  Sigismundus Augustus to gra dość skomplikowana i wymagająca poświęcenia kilku godzin – zarówno na samą rozgrywkę, jak i na uprzednie zapoznanie się z jej zasadami. Choć instrukcja w zasadzie spełnia swą rolę, to jednak w kilku miejscach mogłaby być nieco jaśniejsza. Nie jest to jednak istotny problem, bo wystarczy sięgnąć po planszę i żetony, by – po kilku krótkich próbach – wszystko stało się w miarę jasne, a co umknęło nam wcześniej, przypomnimy sobie z wygodnych kart pomocy, ale poziom komplikacji warto mieć na uwadze.

Zygmunt_03
Żetony rodowe i głosy (u góry).

Po trzecie, Sigismundus Augustus to gra, która najbardziej chyba spodoba się tym, którzy naprawdę lubują się w historii. Tu mogę odpowiedzieć już wprost: Zygmunt August to nie „tylko” abstrakcyjna gra europejska, na którą narzucono historyczny temat. Ogromnym jej atutem jest to, że fundując kościoły, wspierając sztukę, walcząc, licytując głosami czy organizując uczty faktycznie czujemy się jak szesnastowieczna magnateria. Obrady sejmowe w istocie powodują, że na chwile stajemy się przedstawicielami potężnych, decydujących o losach kraju rodach.

Po czwarte, Sigismundus Augustus to gra pełna zazębiających się mechanizmów, tworzących zróżnicowane i – co najważniejsze – zrównoważone drogi do osiągnięcia zwycięstwa. Dlatego gra powinna spodobać się tym, którzy uwielbiają wieloelementowe układanki, w których za każdym razem można znaleźć sobie nieco inną, efektywna drogę do zwycięstwa. Należy jednak przy tym pamiętać, że bardzo istotne jest w Zygmuncie Auguście kontrolowanie nie tylko swoich postępów, ale i postępów innych graczy, bo ostatecznym mechanizmem, który odpowiada za zbalansowanie gry jest zawiązywanie krótkich sojuszy przeciw tym, którzy zanadto wysforują się naprzód.

Zygmunt_04
Karty polityki – miłe dla nas, ale często niemiłe dla współgraczy.

Zabawa w czasach Zygmunta

Jeśli powyżej nie dość jasno napisałem, dla kogo nadaje się Sigismundus Augustus, to pozwolę sobie podsumować raz jeszcze, nieco krócej. Sigismundus Augustus to klimatyczna gra europejska dla gotowego poświęcić jej trochę czasu i wysiłku, posiadającego spory stół i kompanów, którzy nie obrażą się za okazjonalnie wbity w plecy nóż. Dodatkowo, zdobędzie kilka punktów ekstra, jeśli gracz ów będzie lubował się w historii.

Pod wieloma względami Zygmunta Augusta można opisać pewną dykteryjką. Otóż, jedna z moich znajomych, ujrzawszy na stole pudełko z grą, zapytała mnie, czy przyniosłem czekoladki. Kiedy wyjaśniłem, że to właśnie Sigismundus Augustus, pokiwała głową i niezrażona stwierdziła, że gra przypomina nieco luksusową bombonierkę. Bardzo się nie pomyliła, bo ostatecznie okazało się, że bogactwo rozgrywki tym, którzy od słodyczy nie stronią, faktycznie przywiodło na myśl elegancko zapakowany zestaw smakowitych przyjemności… o które przyjdzie powalczyć z sąsiadami.

Zygmunt_07

Autor

Błażej Kubacki

Miłośnik lit­er­atury, his­torii, fan­tastyki, gier fab­u­larnych i – oczy­wiś­cie – plan­szowych oraz kar­cianych. Autor blogu Plan­szuf­fka i redak­tor naczelny ser­wisu grybezprądu.pl.