Michał Sieńko

wywiad

Grywalna praca magisterska

Wywiad z Michałem Sieńko, współautorem gry Sigismundus Augustus

Rynek polskich gier bez prądu nie staje w miejscu, a wydawcy nie zasypiają gruszek w popiele. Pośród rosnącej oferty rodzimych produkcji pojawiła się niedawno gra historyczna Sigismundus Augustus (recenzja już wkrótce). Z Michałem Sieńko – jednym z jej autorów – rozmawiamy o historycznym i planszowym Zygmuncie Auguście, o orłach i dukatach oraz o… obronie pracy magisterskiej.

O czym jest Sigismundus Augustus?

Gracze wcielają się w pięć rodów szlacheckich i starają się zdobyć zaufanie króla, które przekłada się na punkty prestiżu, a te – na punkty zwycięstwa. Do zwycięstwa może prowadzić nas kilka dróg: polityka wewnętrzna i zagraniczna, mecenat kultury, droga militarna oraz ekonomiczna. Korzystając z połączenia tych ścieżek, gracze zyskują przewagę – bo raczej nie zdarza się, by można było wybić się do przodu na tylko jednej z nich. Oprócz tego w grze pojawiają się jeszcze dwa ważne mechanizmy. Pierwszym jest licytacja. Licytujemy się w trakcie obrad sejmu o urzędy senackie czy o uchwały sejmowe, które zmieniają się co rundę, a także o żądania królewskie, wpływające na nasze miejsce na torze poparcia królewskiego. Drugą ważną mechaniką jest klasyczny worker placement – wystawiamy naszych „robotników” na miejsca, dzięki którym wykonują pewne akcje.

Skąd wzięła się inspiracja do stworzenia takiej gry?

Pracę nad Sigismundus Augustus rozpocząłem już trzy lata temu, gdy pisałem swoja pracę magisterską. Okazało się, że w Instytucie Historii na UMCS, w zakładzie metodologii, w którym się broniłem, była możliwość zaprojektowania gry planszowej, będącej jednocześnie pracą magisterską. Ja z tej możliwości oczywiście skorzystałem i zaprojektowałem pierwszą wersję Zygmunta Augusta, która do obecnego wydania została jednak zmodyfikowana od podstaw, chociaż zręb mechaniki i tło gry pozostały niezmienione. Pewne rozwiązania oczywiście zostały dostosowane i wygładzone, ale dostępna obecnie gra powstała na podstawie pracy magisterskiej.

Niewątpliwie ciekawa była moja obrona pracy magisterskiej. W trakcie padło kilka pytań związanych z samą grą. Rozpoczęło się od pytania, czy mam coś do zaprezentowania. Wtedy rozłożyłem dużą planszę, kilkanaście żetonów i kilkadziesiąt kart. Członkowie komisji zainteresowali się właśnie kartami. Zaczęli przeglądać je i pytać siebie nawzajem o ich treść, na przykład: „Czy wiesz kim był Jerzy Jazłowiecki?”. Atmosfera była bardzo pozytywna – było przy tym naprawdę dużo śmiechu. Przy okazji pojawiło się sporo pytań o inne gry planszowe i o rynek takich gier w Polsce, a także o to, czy moja gra ma szansę ukazać się w wydaniu komercyjnym. Oczywiście, komisja chciała również wiedzieć, jak wygrywa się w mojej grze, jak się ją rozpoczyna czy kiedy się kończy. Na koniec zadano mi również pytanie czysto historyczne, bym miał szansę udowodnić, że wiem, co dokładnie w Zygmuncie Auguście przedstawiam.

Czy komisja zgłosiła chęć rozegrania pełnej partii poza obroną?

Owszem – z początku mój promotor, który grał już w kilka różnych gier, z początku wyraził taką chęć, ale gdy dowiedział się, że rozgrywka trwa trzy godziny, to ostatecznie zrezygnował.

Sienko_Wywiad_01
Michał Sieńko w trakcie partii na zjAvie 2013

Sigismundus Augustus to gra trzygodzinna – a to pewnie oznacza, że nie nadaje się dla każdego miłośnika gier bez prądu. Komu zatem powinna się spodobać?

Myślę, że najbardziej spodoba się graczom, którzy lubią posiedzieć i pomóżdżyć trochę przy planszówce. Szczerze mówiąc, trzy godziny to czas, który z pewnością spędzimy na partii – często może ona trwać nawet dłużej. Tempo gry jest zależne od tego, czy mamy przy stole kogoś, kto kontroluje przebieg rozgrywki i kontroluje pozostałych graczy. Myślę jednak, że oczywistą zaletą gry jest to, że nie czeka się długo na swoja turę. Pojedyncze akcje są krótkie, następują natychmiast po sobie, co tworzy dynamiczną rozgrywkę. W fazie licytacji sejmu również wszystko dzieje się szybko. Licytacja odbywa się w czasie rzeczywistym – nikt nie zastanawia się nad swoim posunięciem przez pięć minut.

Podsumowując: myślę, że Zygmunt August to gra dla tych, którzy lubią dużo myśleć i długo grać, a dodatkowo bawi ich negatywna interakcja, która w naszym tytule została mocno zaakcentowana, ze względu na to, że szlachta uwielbiała dogryzać innym przedstawicielom swojego stanu. Jeśli ktoś lubi taki przebieg rozgrywki, z pewnością odnajdzie się w Sigismundus Augustus.

A dlaczego akurat Zygmunt August?

Dlatego, że osobiście lubię tego króla i okres jego rządów. Jestem zdania, że w historiografii jest niedoceniany lub oceniany zbyt słabo, choćby ze względu na to, że nie prowadził praktycznie wojen. Sama Litwa wojowała z Turkami czy z Rosją, ale państwo polskie walczyło praktycznie tylko na północy o Inflanty. Ponadto, Zygmunta nazywano „Królem Dojutrkiem”, bo wciąż odkładał wszystko „na jutro”. Jego polityka – choć powolna – była jednak konsekwentna i stanowcza. O tym się albo nie pamięta, albo nie mówi, a ja właśnie chciałem pokazać złote czasy Rzeczypospolitej, przez pokazanie czasów Zygmunta Augusta.

Sienko_Wywiad_02
Licytacja w toku – zjAva 2013.

Czy to znaczy, że Sigismundus Augustus usatysfakcjonuje prawdziwego miłośnika historii?

Myślę, że tak. Samej historii w grze jest naprawdę dużo – wystarczy spojrzeć chociażby na piętnaście urzędów senatorskich, czy sejmy, w czasie których pojawiają się autentyczne uchwały. Dodatkowo, osoby znające się na tym okresie historycznym dostrzegą smaczki w grafice, którą wzorowaliśmy na autentycznych ilustracjach czy rycinach z epoki. Za przykład może tu posłużyć znajdujący się na planszy orzeł, wzorowany na tym z kroniki Kromera z 1568 roku. Został oczywiście przerysowany i dostosowany do gry przez naszą graficzkę. Kolejnym takim elementem jest stosowana w grze moneta, na której widnieje autentyczny wzór, wybijany na denarze przez Zygmunta Augusta w 1563 roku w Wilnie. Uważam, że zarówno historyczne jak i graficzne aspekty powinny zostać docenione przez miłośników historii.

Orzeł

Sigismundus Augustus nie jest jedyną grą o Polsce czasów szlacheckich. Wcześniej podobną tematykę poruszył Martin Wallace w Bożym Igrzysku. Czy Wasza gra odnosi się jakoś do tamtego tytułu?

Grałem w Boże Igrzysko i uważam, że to całkiem fajna gra, choć Zygmunt August ma z nią niewiele wspólnego – oprócz tematu. Boże Igrzysko stawia przede wszystkim na aspekt militarny, a Zygmunt August na politykę – zarówno wewnętrzną, jak i zagraniczną – oraz na budowanie potęgi, choć nie potęgi stricte militarnej. Potęga każdego z graczy opiera się tu na posiadaniu pięciu urzędów senatorskich, a nie na utrzymywaniu ogromnej armii. Obie gry są dość różne, ale rozumiem, że będą porównywany z uwagi na podobna tematykę.

Na koniec pozostaje mi jeszcze zapytać o plany na przyszłość.

W tym roku chcielibyśmy wydać jeszcze dwie, a może nawet trzy gry. Chcemy również wydać suplement do Teomachii, która została ciepło przyjęta przez graczy. Pragniemy zatem nieco ja odświeżyć i przypomnieć o jej istnieniu. Jeśli Zygmunt August również dobrze się przyjmie, rozpoczniemy pracę nad dodatkiem, by zaspokoić ciekawość graczy.

Dziękujemy za wywiad i życzymy dużo powodzenia.

Autor

Błażej Kubacki

Miłośnik lit­er­atury, his­torii, fan­tastyki, gier fab­u­larnych i – oczy­wiś­cie – plan­szowych oraz kar­cianych. Autor blogu Plan­szuf­fka i redak­tor naczelny ser­wisu grybezprądu.pl.