Gdy ziemię skuwa lód, a z nieba pada śnieg, w Warszawie objawia się zjAva – konwent dla graczy i miłośników fantastyki. Nawiedzona w tym roku przez niemal pięćset spragnionych rozrywki dusz, zmaterializowała się po raz czwarty – tym razem w nowym miejscu. Oto fotorelacja z weekendu pełnego grania.
Cóż to za widziadło?
Czym jest zjAva? Tym, którzy jakimś cudem jeszcze nie wiedzą, wyjaśniamy: to zimowy konwent fantastyczny, z początku organizowany głównie z myślą o hardkorowym graniu, który od swej pierwszej edycji w 2009 roku podrósł nieco i obrósł w ektoplazmatyczne piórka, delikatnie doganiając Avangardę – swą starszą, letnią siostrę. W tym roku zjAva odbyła się po raz pierwszy w nowej lokalizacji – w Gimnazjum nr 47 im. Marszałka Józefa Piłsudskiego na warszawskiej Woli.

Wielkie granie
Chociaż zjAva to konwent, który już nie tylko gra, to jednak przecież takie jest jego pierwotne założenie. Dlatego zacznijmy od tego, gdzie, z kim i w co można było pograć.

Duża sala gimnastyczna została na stałe opanowana przez miłośników grania planszowego, karcianego, a nawet figurkowego. Poza szerokim wyborem gier z samej wypożyczalni, można było skorzystać z oferty obecnych w Games Roomie wydawców… i nie tylko wydawców.

Na zjAvie objawiło się wydawnictwo Portal, chętne prezentować i wciągać do gry w swą najnowszą produkcję: Robinsona Crusoe (naszą recenzję przeczytacie tutaj). Oczywiście, można było powalczyć również w postapokaliptycznym świecie, za sprawą Neuroshimy (zarówno Hex, jak i Tactics).

Tuż obok Rebel uczył, jak zostać imperialnym ciemiężycielem i handlowym potentatem w nowej grze Mercurius, autorstwa Łukasza Woźniaka. Poza tym tytułem, na pobliskich stołach często lądowała fenomenalna Jaskinia Adama Kałuży oraz wydany niedawno Race for the Galaxy.

Wydawnictwo LocWorks jak zwykle przyciągało wyścigami w Rallymanie, budową miasta w Sunrise City i Alien Frontiers – czyli walką flot sześciennych statków o kolonizację obcej planety. Chętni nieco cięższej gry mogli również stworzyć od podstaw przedsiębiorstwo, siadając do Ground Floor (naszą recenzję znajdziecie tutaj). Miłośnicy lżejszych tytułów testowali Braggarta i Tentacle Bento.

Razem z LocWorks na zjAvie pojawił się również warszawski sklep Twierdza Gier w osobie Ewy Góralczyk, niestrudzenie prezentującej Star Wars: X-Wing Grę Figurkową na naprawdę imponującym, gwieździstym blacie.

Chętni mogli pograć również w Sigismundus Augustus – najnowszą produkcję Fabryki Gier Historycznych. Kto chciał, mógł też poprosić Michała Sieńko – jednego z autorów gry – o wyjaśnienie jej niuansów. My spytaliśmy o kilka innych rzeczy – odpowiedzi poznacie już wkrótce w wywiadzie, którego Michał nam udzielił.

Na samym środku Games Roomu można było natomiast zapoznać się z klasycznymi grami japońskimi – i łyknąć odrobinę wiedzy o kulturze i historii Kraju Kwitnącej Wiśni. Wszystko to dzięki Klubowi Japońskiemu.

Gry bez prądu ogólnie zmuszają do wytężania szarych komórek. Kto chciał nieco odsapnąć, mógł dla odmiany pochwalić się sprawnymi palcami i zmysłem taktycznym, siadając do planszy Crokinole.

Nie tylko Games Room
Grało się oczywiście nie tylko w głównym Games Roomie – i nie tylko w gry planszowe i karciane.

Spragnieni bardziej fabularnych wrażeń mieli do wyboru spory przekrój rozgrywek larpowych lub tych bardziej tradycyjnych, toczących się przy stołach pełnych rekwizytów, kości, napojów, podręczników i kart postaci.

Sale lekcyjne na trzech poziomach budynku gimnazjum zajęte były przez graczy i prelegentów. Grało się dużo i często – miłośnicy gier fabularnych okupowali rozstawione również na korytarzach stoły, ruszając na spotkanie wielkiej przygody.
Gracze i prototypy
Wszelkiej maści konwenty to zwykle świetne miejsce, by zagrać w prototypową grę. Nie inaczej było w przypadku czwartej zjAvy.

Kto kręcił się nieco po Games Roomie, ten miał sporą szansę na spotkanie Stanisława Bieńka, który na zjAvę przyjechał z dwoma spektakularnymi egzemplarzami swej gry Lucid Dream (o grze wspominaliśmy już tutaj). Serwis grybezprądu.pl bacznie przygląda się rozwojowi gry – już wkrótce dowiecie się o niej więcej z wywiadu, który udało nam się przeprowadzić z jej autorem.

Prezentowany prototyp gry Future Inc. (o samej grze również już wspominaliśmy – tutaj), choć wyglądem jeszcze zbytnio nie czarował, to jednak cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Kolejne wstające od stołu grupy zadowolonych graczy spowodowały, że nie mogliśmy przepuścić okazji rozmowy z autorami gry. Efekt tej rozmowy – również – już wkrótce.

Przemieszczając się pomiędzy kolejnymi salkami konwentu, udało nam się nawet trafić na prototyp autorskiego systemu figurkowego. Zainteresowani poznaniem Wojnacji (bo tak nazywa się owa gra) mogli przyjrzeć się prezentacji systemu, a nawet wziąć udział w turnieju.
Nie tylko granie
Pomimo swych korzeni, zjAva to konwent nie tylko grający – czego łatwo można było się domyślić, przechadzając się pomiędzy wystawcami.

Miłośnicy literatury, a w szczególności weird fiction mogli zabrać do domu książkę lub czasopismo Coś na Progu.

Miłośnicy webkomiksu mieli okazję osobiście poznać Ilonę Myszkowską, autorkę Chaty Wuja Freda, ,a miłośnicy steampunku w akcesoria steampunkowe. Za pamiątkę ze zjAvy mogła też posłużyć fikuśna podkoszulka czy przypinka.
Bo chodzi o to, by czasem wygrać
Jak na z założenia niewielki konwent, zjAva obfitowała w atrakcje – a pośród nich nie mogło zabraknąć i konkursów. W tym roku miłośnicy gier fabularnych mogli powalczyć o tytuł zjAviskowego gracza oraz mistrza gry, fani gier karcianych i planszowych stanąć do twardego współzawodnictwa w turnieju Race for the Galaxy lub Munchkina, a modelarze do corocznego konkursu Pimp My Die organizowanego przez wydawnictwo LocWorks.

Wygrać udało się wielu – ceremonia wręczania przeróżnych nagród była jednym z punktów zamykających tegoroczną zjAvę.

Czekamy kolejnego objawienia
Czwarta zjAva była konwentem udanym – i przez wielu wyraźnie wytęsknionym. Entuzjazm graczy, pomocników i organizatorów widać było na każdym kroku. Z organizacyjnego punktu widzenia trudno byłoby się również do czegokolwiek przyczepić – wszystko działało sprawnie, a nowe miejsce sprawdziło się niemal doskonale. Pozostaje nam zatem czekać na zjAvę w przyszłym roku. Już jesteśmy trochę niecierpliwi.








Fajna relacja, tylko przyczepię się do jednego szczegółu: prezentowana wersja Wojnacji to żaden prototyp.
Umieszczając „Wojnację” w dziale prototypów bazowałem na informacji udzielonej mi przez osobę, która opiekowała się grą w momencie robienia zdjęcia. Z naszej rozmowy zrozumiałem, że to co widzę dopiero ma być nowym, polskim systemem figurkowym. Przepraszam za powstałe nieporozumienie.
Ze mną rozmawiałeś pewnie
Zasady są już w wersji 1.7, system powstał dobre 3 lata temu.
Chociaż nowe na pewno na tyle, że nie jest w kraju tak mocno znane chociaż jeździmy na każdy duży konwent.
Ten ładny stolik RPG to oczywiście główna baza Dziedzictwa Imperium na ZjAvie. Można podkraść zdjęcie do naszego albumu?
Nie ma problemu. Wystarczy zamieścić link do wpisu (http://www.grybezpradu.org/blog/2013/01/29/czwarte-nawiedzenie) i informację o autorze (Błażej Kubacki).